Chciałbym troszkę zgłupieć...



Luźne przemyślenia na temat błędnych i dobrych decyzji.


Chciałbym podzielić się z Wami pewnymi przemyśleniami, stanem do którego doprowadziłem sam siebie a wierzę, że wielu z Was do tej pory mogło robić podobnie i czuje się podobnie. Stan ten przeszkadza mi mocno od pewnego czasu i ciężko jest mi realizować wiele ze swoich planów przez niesubordynowany mózg. Mówiąc krótko, bardzo chciałbym troszkę zgłupieć.


Zanim tytuł wywoła niepotrzebne kontrowersje wspomnę, że nie chodzi mi o to jaki jestem mądry. Chodzi bardziej o to, do czego doprowadziłem się próbując non stop być na froncie, na fali i nieustannie pracując nad lepszym sobą w myśl idei samorozwoju. Fakt, mieszkam w USA i jest mi całkiem dobrze ale również nie o tym ta historia. Poza tym doświadczenia ze Stanów pozwalają mi spojrzeć na sprawy pod innym kątem.


Let's go.



LOST ONE


Z jakichś powodów moja ambicja jest mocno wygórowana. Może to kwestia doświadczeń z młodych lat, kiedy nie wszystko mogłem mieć i nie wszystkim mogłem się cieszyć albo cieszyłem się dawno po fakcie. Może to kwestia dołka, w jaki wpadłem po studiach, kiedy nie mogłem znaleźć pracy w kierunku, a znajomi już dawno urzędowali gdzieś w poważnych zawodach i wyglądali na poważnych ludzi. Może po prostu nie odnotowałem momentu, w którym podkręcanie pasji przemieniło się w obsesję. Who knows...


Wiem, że chciałem dobrze dla siebie. Kiedy nie mogłem znaleźć pracy starałem się trzymać kurs i przynajmniej robić coś dla siebie, żeby nie "zdziadzieć". Lubię czytać książki techniczne, motywujące, zgłębiające ludzki charakter i naturę. Nie jest tak, że czytam i stosuję od dechy do dechy, ale zwykle konfrontuję treści ze swoimi przekonaniami i jeżeli czuję że argumentacja jest dobra to próbuję to wprowadzić w życie i sprawdzić efekty. Jestem zadeklarowanym ateistą a mimo tego czytałem nawet książki o podświadomości zawartej w Biblii. Nie jestem ignorantem i mam w tym inny cel. Jak wiadomo, ilu autorów, prezenterów, lekarzy, specjalistów tematu itd tyle opinii. Dużo rzeczy pokrywa się ze sobą ale też każdy ma swój pogląd na temat. Ale wszyscy robią to samo, mówią Tobie jak masz żyć, dokładnie krok po kroku. A to, że w ich przypadku coś podziałało nie znaczy, że w Twoim też odniesie sukces. Dlatego stosowanie wszystkiego bez wyjątków może człowieka zmieszać.



CAUTION: DAMAGE


Wydaje mi się, ze wchłaniałem zbyt dużo informacji i ta wiedza w końcu dobiła mnie psychicznie. Mam dobrą pamieć, więc dużo rzeczy zostaje mi w głowie. Ogrom tej wiedzy jest totalnym nonsensem ale mimo wszystko kiedy działam wbrew utartym szlakom czuję się jakbym popełniał straszny błąd. No bo jak stanąć naprzeciw teoriom ludzi, którzy żyją z pisania prac naukowych. Weźmy najprostszy przykład z dietą. Wiem doskonale co jest dobre, jakie posiłki są pełnowartościowe, co spożywać, jakie źródła białka stosować itd. Ale wiem też, że po zwykłym jedzeniu czuję się po prostu dużo lepiej. Staram się nie przeginać i pilnuję kalorii, ale po jakimś czasie mój mózg zaczyna się buntować i przypomina mi wszystkie te profile w social media, artykuły, filmiki na temat zdrowia, które oglądałem, a w których demonizuje się białe pieczywo, wędliny, cukier i inne takie. I czuję się fatalnie, czuję że wiem że robię źle i co jakiś czas wracam do "powszechnie akceptowanej" diety, po której czuję się jeszcze gorzej ale za to mózg daje mi trochę spokoju i chore myśli odpuszczają. I tak z jednego w drugie non stop...


To samo w kwestii realizacji planów. Wydaje mi się, że mam ciekawe pomysły na realizację pewnych rzeczy, ale wystarczy że spóźnię się o kilka dni i w mojej głowie rodzi się milion wątpliwości. A bo tu pisali że X, a tam pisali że Y, to jest ryzykowne, głupie, szkoda czasu, poszukaj czegoś innego. Książki biznesowe/techniczne są w porządku, ale im więcej wiesz tym więcej masz wątpliwości, a im więcej wątpliwości tym mniej spontaniczności i odwagi. Moja analiza za i przeciw sięga tak głęboko, że wyzwanie które mam przed sobą zdaje się być nie do pokonania. I strasznie mnie to frustruje.



SWEET HOME CAROLINA


Często wspomina się, że Amerykanie są głupi i robią głupie rzeczy. Nie, oni nie są głupi, oni po prostu nie przejmują się rzeczami o zupełnie trywialnym znaczeniu. Nie znają krajów w Europie, a kto powiedział że mają znać? Jedzą chipsy i burgery, a kto im zabroni? Przypieprzą autem w krawężnik czy drzwiami w barierkę - przecież to tylko auto, korek na 50 samochodów - włączą radio i pośpiewają itd. Ich osobisty alarm włącza się dopiero kiedy dzieje się coś poważnego, coś co dotyczy sprawy istotnej - jak ludzkie cierpienie, przemoc, niesprawiedliwość, zagrożenie itd. Z moich obserwacji wynika, że dzięki takiemu podejściu mają oni duuuuużo więcej miejsca na pozytywne myślenie i spontaniczność, bo te drobne problemy nie pompują balonika frustracji, który u mnie czasami miewa rozmiary gór. Spytaj Amerykanina jak się ma, zawsze odpowie, że doskonale. Spytaj Zoli jak się ma, pierwsze co to zmęczony, zniszczony, rozjechany, z bólem głowy.


Chciałbym zgłupieć. Tak, chciałbym nie myśleć tyle i nie zwracać uwagi na te wszystkie detale. Chciałbym umieć poleżeć godzinę na kanapie nie robiąc nic i nie mieć z tego powodu poczucia winy, że się op*erdalam. Chciałbym odzyskać spontaniczność i działać z poczuciem, że nawet jeśli coś nie wyjdzie to świat się nie kończy i nie wszyscy mają rację w konkretnych przypadkach. Chciałbym ufać sobie na tyle, że opinie powszechnie uznawane za dobre nie powodują u mnie paraliżu i jestem w stanie je przeskoczyć. Chciałbym wyrwać się z bycia tak bardzo skoncentrowanym na działaniu i poprawianiu samego siebie i skupić się na czerpaniu radości ze zwykłych, błahych rzeczy. Chciałbym realizować swoje plany po kolei i doświadczać efektu działań a nie zalewać pomysły betonową masą zanim jeszcze wykiełkują z ziemi. Czuję się jakbym miał diabła w głowie, który nie chce ze mną współpracować i sprawia mi same problemy. Chcę, żeby był mniej brutalny, bardziej spontaniczny, jak u dzieciaka, bo kto powiedział, że mam być śmiertelnie poważny i co naprawdę oznacza bycie dorosłym?


Tylko jak to zrobić...



BE WARNED


Chciałbym, próbuję, ale idzie jak po grudzie. Odkąd wyskoczyłem z miejskiego biegu i spaceruję ulicami Północnej Karoliny czuję, że moje priorytety robią zwrot, ale stare nawyki trzymają mnie mocno "za ryj". Zaciskam zęby i idę do przodu z nadzieją że któregoś dnia odpuszczą, ale czasami czuję, że niosę na barkach tony ciężkich myśli. Moja rada dla innych to nie przeginać, filtrować informacje, nie wierzyć we wszystko co się pisze, słuchać siebie, wszystko to robić zanim będzie za późno i zostaniecie ofiarami nieswoich opinii i poczujecie, że zewnętrzne siły kontrolują Wasze życie. Pozwólcie sobie na niewiedzę, bo nawet jeżeli czegoś będziecie potrzebować, to zawsze znajdziecie źródło informacji. Nie musicie być ze wszystkim "on top" - formą, dietą, inwestycjami, bogactwem itd. Uwierzcie, kiedy zrozumiecie, że Wasz świat nie jest właściwie Wasz tylko uszytym z różnych obcych opinii i porad monstrum, to może być już za późno. Dystans.


Wiem, że my tu zwykle o Ameryce gadamy, ale prawda jest taka, że to właśnie pobyt w USA uczy mnie nowego spojrzenia na świat. Jestem pewny, że nie tylko ja tak brnę przez życie, dlatego chciałem się tym podzielić i porozmawiać z Wami. Jeżeli macie podobnie, opowiedzcie o tym, jeżeli udało Wam się wyrwać - zdradźcie swoje sekrety, jeżeli jest jakiś sposób żeby sobie z tym lekko radzić, powiedzcie jak :) Uważamy, że wokół naszego profilu zebrało się mnóstwo świetnych osób i grzechem byłoby nie skorzystać z Waszych opinii.


Dziękuję.





0 wyświetlenia
  • Czarny YouTube Ikona

AMERICAN STORIES @ 2018