top of page

"Mishap in Goldsboro", czyli jak USA zrzuciły na siebie dwie bomby atomowe

  • Zdjęcie autora: ZOLA
    ZOLA
  • 25 minut temu
  • 4 minut(y) czytania
mishap in goldsboro usa bomba atomowa

Broń jądrowa należy do najpotężniejszych osiągnięć technologicznych ludzkości. Stworzona jako narzędzie odstraszania, miała chronić państwa przed globalnym konfliktem. Jednocześnie jednak niesie w sobie ogromne niebezpieczeństwo – także dla tych, którzy ją posiadają. Stany Zjednoczone niemal doświadczyły tego na własnej skórze zimą 1961 roku, gdy nad Karoliną Północną doszło do jednego z najbardziej niebezpiecznych incydentów nuklearnych w historii.



To był zwyczajny, rutynowy lot


Boeing B-52 Stratofortress
B-52 Stratofortress

Był 24 stycznia 1961 roku, sam środek napiętej epoki zimnej wojny, kiedy świat żył w cieniu nuklearnego konfliktu między Stanami Zjednoczonymi a Związkiem Radzieckim. Amerykański bombowiec strategiczny B-52 Stratofortress wykonywał rutynowy lot patrolowy w ramach programu stałej gotowości nuklearnej. W tamtym czasie część samolotów uzbrojonych w broń jądrową pozostawała nieprzerwanie w powietrzu, aby w razie nagłego ataku móc natychmiast odpowiedzieć uderzeniem odwetowym. Była to codzienność militarnej strategii odstraszania – cicha, niewidoczna dla społeczeństwa, ale niosąca ze sobą ogromne ryzyko.


Na pokładzie tego konkretnego B-52 znajdowały się dwie bomby wodorowe typu Mark 39. Każda z nich miała moc około 3,8 megatony, czyli wielokrotnie przewyższającą siłę bomb zrzuconych na Hiroszimę i Nagasaki. Były to jedne z najpotężniejszych ładunków znajdujących się w ówczesnym arsenale USA – broń zdolna zniszczyć całe miasto i spowodować długotrwałe skażenie ogromnego obszaru. Mimo tej niszczycielskiej mocy lot, jak wiele podobnych misji, początkowo przebiegał spokojnie i bez zakłóceń.



Mayday USA


Sytuacja zmieniła się nagle, gdy samolot znajdował się nad wschodnią częścią Karoliny Północnej, w pobliżu miejscowości Goldsboro. W trakcie lotu doszło do poważnej awarii technicznej – pojawił się wyciek paliwa, który szybko doprowadził do utraty stabilności maszyny. Konstrukcja ogromnego bombowca zaczęła ulegać uszkodzeniu, a kontrola nad samolotem stawała się coraz trudniejsza. Z minuty na minutę rosło zagrożenie całkowitej katastrofy. W końcu naprężenia okazały się zbyt duże i B-52 rozpadł się w powietrzu.


miejsce katastrofy B-52 Stratofortress
Miejsce katastrofy bombowca
akcja ratunkowa
Akcja ratunkowa
akcja ratunkowa goldsboro usa
Wrak samolotu B-52

Załoga otrzymała natychmiastowy rozkaz katapultowania się z wysokości około dziewięciu tysięcy stóp, czyli blisko trzech kilometrów nad ziemią. Były to sekundy dramatycznej walki o życie. Pięciu lotnikom udało się przeżyć, lecz trzech zginęło – dwóch w samej katastrofie i jeden podczas próby ratunkowej. Tragedia ludzi była jednak tylko częścią większego zagrożenia, które właśnie zaczynało się rozgrywać nad spokojnymi polami Karoliny Północnej.


W chwili rozpadu samolotu obie bomby wodorowe oddzieliły się od kadłuba i zaczęły spadać ku ziemi, każda podążając inną drogą. Jedna z nich uruchomiła sekwencję niemal identyczną z rzeczywistym zrzutem bojowym - otworzył się spadochron stabilizujący, który znacząco spowolnił opadanie i ustawił bombę w odpowiedniej pozycji. Dzięki temu urządzenie opadło stosunkowo łagodnie i zostało później odnalezione prawie nienaruszone na polu uprawnym. To, co odkryto podczas powypadkowych analiz, okazało się jednak znacznie bardziej niepokojące niż sam upadek – większość mechanizmów bezpieczeństwa przeszła w stan uzbrojenia, dokładnie tak, jakby bomba przygotowywała się do eksplozji nad wyznaczonym celem. Od katastrofy nuklearnej dzielił ją jedynie ostatni element zabezpieczający.


Druga bomba zachowała się zupełnie inaczej i jej los był znacznie trudniejszy do opanowania. Spadochron nie uruchomił się, przez co ładunek spadał swobodnie z ogromną prędkością, uderzając w ziemię z potężną siłą. Wbił się głęboko w podmokły grunt Karoliny Północnej, rozrywając się na części i znacząco utrudniając akcję poszukiwawczą. Ratownicy oraz wojskowi przez długi czas próbowali wydobyć wszystkie elementy konstrukcji, lecz nie udało się odzyskać ich w całości. Część fragmentów – w tym komponenty zawierające materiały jądrowe – pozostała na zawsze zakopana pod powierzchnią ziemi.


Teren katastrofy został później wykupiony i objęty stałą kontrolą, aby zapobiec jakimkolwiek pracom ziemnym, które mogłyby naruszyć pozostałości bomby. Do dziś miejsce to pozostaje cichym, mało znanym świadkiem wydarzenia, które mogło zmienić bieg historii.



Jeden element, który uratował przed tragedią


goldsboro karolina północna
Pamiątkowa tablica, którą spotkać można w okolicach incydentu, w miejscowości Goldsboro

Przez długie lata szczegóły incydentu pozostawały ściśle tajne, znane jedynie wąskiemu gronu wojskowych i specjalistów od broni jądrowej. Dopiero po dekadach, wraz z odtajnieniem części dokumentów, opinia publiczna mogła zrozumieć, jak dramatycznie blisko znajdowały się Stany Zjednoczone od nuklearnej tragedii na własnym terytorium. Analizy techniczne wykazały, że w przypadku bomby, która opadła na spadochronie, niemal wszystkie kolejne poziomy zabezpieczeń zawiodły lub zostały przypadkowo aktywowane w sposób przypominający rzeczywistą procedurę bojową. Mechanizmy uzbrajania, zaprojektowane tak, aby działały wyłącznie podczas świadomego zrzutu nad celem, przeszły przez swoje etapy niemal do samego końca.


Ostatecznie detonacji zapobiegł tylko jeden element – prosty, niskonapięciowy przełącznik elektryczny. To właśnie on przerwał sekwencję prowadzącą do eksplozji. Gdyby również ten ostatni punkt zabezpieczenia uległ uszkodzeniu, zwarciu lub przypadkowemu przełączeniu, doszłoby do wybuchu bomby wodorowej o mocy wielu megaton. Skala zniszczeń byłaby trudna do wyobrażenia: ogromna kula ognia, fala uderzeniowa niszcząca miasta i infrastrukturę w promieniu dziesiątek kilometrów, a następnie opad promieniotwórczy rozprzestrzeniający się nad dużą częścią wschodniego wybrzeża Stanów Zjednoczonych. Liczba ofiar mogłaby sięgać setek tysięcy, a skutki środowiskowe i polityczne odczuwalne byłyby przez dziesięciolecia.


Jeszcze bardziej niepokojący był fakt, że zagrożenie to nie wynikało z decyzji politycznej ani działań wojennych, lecz z technicznej awarii podczas rutynowej misji patrolowej. Incydent uświadomił wojskowym planistom, jak cienka bywa granica między kontrolą a katastrofą w świecie broni nuklearnej. Systemy bezpieczeństwa, uważane wcześniej za wielowarstwowe i niezawodne, okazały się podatne na nieprzewidziany ciąg zdarzeń.



Lekcja pokory


goldsboro news usa bomba atomowa
Wydanie jednej z lokalnych gazet z 25 stycznia 1961 roku

Wydarzenia z 1961 roku stały się więc ważnym sygnałem ostrzegawczym. W kolejnych latach rozpoczęto prace nad udoskonaleniem zabezpieczeń broni jądrowej, wprowadzając bardziej zaawansowane systemy blokad i kontroli dostępu. Choć opinia publiczna długo nie wiedziała o tym, jak blisko była tragedia, dla specjalistów od bezpieczeństwa nuklearnego Goldsboro stało się symbolem kruchości systemów, które miały gwarantować absolutną kontrolę.


Historia jednego przełącznika, który oddzielił świat od katastrofy, pozostaje do dziś jednym z najbardziej przejmujących przypomnień o odpowiedzialności związanej z posiadaniem broni o tak niewyobrażalnej sile.





 
 
 

Komentarze


SUBSKRYPCJA

Wypełnij poniższą formę i bądź z nami na bieżąco!

AMERICAN STORIES
est 2018

  • X
  • Facebook
  • Instagram
bottom of page