Koszty życia w USA - przegląd roku 2025
- ZOLA
- 4 dni temu
- 8 minut(y) czytania

Rok 2025 już za nami. Pod wieloma względami rok nietypowy, emocjonalny, składający się z wielu faktorów, które mogły w różny sposób wpłynąć na spokój i wygodę życia w USA. Zmiana prezydentury, międzynarodowe taryfy, mnóstwo roszad w prawie i ustawach, pogoń za "odzyskaniem Amerykańskiego Snu" - jak to wszystko przełożyło się na portfele w 2025 roku? Zgodnie z obietnicą - i już trochę tradycyjnie - publikuję zestawienie poszczególnych rubryk i porównuję miniony rok z poprzednim, 2024. Oto jak żyło się w Północnej Karolinie.
Tak gwoli przypomnienia - prowadzę domowy budżet, w którym rejestruję wszystkie koszty, z podziałem na poszczególne kategorie. Na tej podstawie - i dzięki temu - jestem w stanie obserwować jak mniej więcej zmienia się standard życia w USA.
Do zobrazowania różnic w tym poście porównam ze sobą wydatki z lat 2024 i 2025 na przestrzeni całego roku.
Koszty ogółem

Różnica między 2024 a 2025: -3%
Nasze nawyki - nie tylko finansowe, ale również te związane z zakupami, podróżami czy wychodzeniem "na miasto" niewiele się zmieniły, a mimo wszystko udało nam się zaoszczędzić więcej pieniędzy niż w roku poprzednim - i to biorąc pod uwagę fakt, że w 2025 udało nam się trochę więcej podróżować niż wcześniej - odwiedziliśmy m.in. Hawaje, Polskę, Włochy, a także kilka miast w USA. Oczywiście jest to bardzo ogólnikowa kategoria, dlatego spojrzymy nieco dokładniej na zmiany jakie zaszły w budżecie, niemniej jednak przyjemna informacja do zakodowania.
Rachunki

Różnica między 2024 a 2025: +6%
Od kiedy tak naprawdę prowadzę budżet domowy to rachunki regularnie rosną. Nic dziwnego, każdy dostawca usług/subskrypcji regularnie podnosi ceny swoich serwisów, tłumacząc to na setki różnych sposobów. Kiedyś Spotify kosztował $10 miesięcznie, dzisiaj jest to już $18, podobnie sprawy mają się z innymi usługami, w tym z tymi stricte powiązanymi z domem jak prąd, woda czy opłaty ściekowe.
Największy wzrost na rachunku zaoferowała nam nasza osiedlowa wspólnota HOA rzucając +23% za opłaty miesięczne, ze $150 do $192. Nie pomogły kłótnie i generalne oburzenie mieszkańców, ponieważ kiedy przyszło do głosowania o zablokowanie podwyżek, do wysłania swojego głosu pokwapiło się zaledwie 40% mieszkańców, co nie mogło stanowić żadnej podstawy prawnej. Co ciekawe, niektorzy Amerykanie (którym musi nadal żyć się jeszcze za dobrze) nagminnie usprawiedliwiają wszelkie podwyżki i często odwołują się do społecznego obowiązku płacenia więcej "dla wspólnego dobra" - coś czego pomimo 10 lat mieszkania w USA nie jestem w stanie zrozumieć.
Opłaty za prąd wzrosły nam o około 10% - nie jest źle, ale lepiej też nie będzie. Dostawca energii w Północnej Karolinie zapowiedział, że z powodu "aktualizacji i unowocześniania sieci energetycznej" w stanie czekają nas schodowe podwyżki w kilku etapach, więc możemy spodziewać się dalszego wzrostu kosztów prądu. Ale co warto zauważyć - pomimo taryf i dość burzliwego tematu opłat za energię, organicznie ceny prądu nie poszybowały szczególnie do góry - w 2021 roku prąd w naszym stanie kosztował około 9c/kWh, w 2023 roku 11.5c/kWh, a dzisiaj jest to 12c/kWh.
Z tym "upgradem" sieci wiąże się fascynująca sprawa, bo jest to metoda, którą stosują różni dostawcy usług - prądu, internetu, wody itd. W Stanach Zjednoczonych firmy zarabiają ogromne, przeogromne pieniądze na usługach tego typu, natomiast nie wykorzystują zarobionych pieniędzy na dalsze inwestycje i rozwój, tylko kosztami usprawnień obciążają klientów. Mam wrażenie, że wśród amerykańskich firm trwa nieustanny wyścig "kto więcej dolarów przytuli" i ile kto ma w aktywach - tak żeby akcjonariusze czuli się bezpieczni, a nic innego nie ma znaczenia. Co firmy robią z tymi pieniędzmi, jeżeli w nic nie inwestują? To jest właśnie bardzo dobre pytanie. Może mi się tylko wydaje i jest to obecnie ogólnoświatowy trend, ale jak się nad tym głębiej zastanowić to jest to niebywałe i pozbawione sensu.
Wrócmy jednak do tematu. Oficjalne statystyki w skali kraju malują podobny obraz, jak ten z mojego arkusza - na przestrzeni ostatnich kilku lat rachunek za prąd nieustannie rósł, w 2025 roku do maja trend się utrzymywał a następnie zwolnił, a nawet pod koniec roku zaczął się odwracać. Jest lekka podwyżka, ale są nadzieje na lepsze czasy. Na wykresie brakuje jeszcze oficjalnych danych z października, listopada i grudnia 2025 roku, ale tak to mniej więcej wyglądało.

Resztę rachunków stanowią standardowe usługi - internet, telefony, jakieś subskrypcje na filmy i seriale, muzykę czy video, ubezpieczenie samochodu, ubezpieczenie pieska, hipoteka itd.
Jesteśmy niesamowitymi szczęściarzami, że mamy kredyt hipoteczny ze stałą stopą oprocentowania i nie zmienia się ona pomimo burzliwych warunków, jakie panują obecnie na rynku nieruchomości. Wspominaliśmy wielokrotnie, że gdybyśmy mieli kupić ten sam dom, w którym mieszkamy, ale w dzisiejszych realiach, to najzwyczajniej nie byłoby nas stać na niego (przy dwóch - teoretycznie - "dobrych" pracach). Ba, w przypadku kredytu ze zmiennym oprocentowaniem bylibyśmy prawdopodobnie zmuszeni sprzedać dom i poszukać czegoś innego, co byłoby szaleństwem zważywszy na warunki rynkowe.
Stopy procentowe w ciągu kilku lat urosły niemal trzykrotnie i kompletnie sparaliżowały rynek. Sytuacja nieco się poprawia i pojawia się światełko w tunelu ale to jest nadal daleko od stóp procentowych jakie obowiązywał jeszcze kilka lat temu. Pojawiają się informacje jakoby nowa administracja rządu USA planowała kompleksowy plan ratowania rynku nieruchomości ale ciężko powiedzieć kiedy to nastąpi i czy rzeczywiście pozwoli odwrócić sytuację.

Codzienne zakupy

Różnica między 2024 a 2025: -9%
Jak co roku, tradycyjnie i dla ustalenia faktów, przypomnę - od lat mamy bardzo powtarzalne nawyki zakupowe – kupujemy praktycznie te same produkty, w tym samym sklepie i w bardzo podobny sposób jak kilka lat temu. Nasza dieta niewiele się zmieniła na przestrzeni ostatnich lat, a wszelkie odstępstwa od tej rutyny zdarzają się sporadycznie. Dzięki temu doskonale widzimy, jak zmieniają się realia. Udało nam się trochę oszczędzić ale myślę, że różnica ta wynika z faktu, że więcej podróżowaliśmy w 2025 roku, więc wydatki przeniosły się w pewnym stopniu do nieco innej rubryki. Na oko powiedziałbym, że za jedzenie płacimy mniej więcej tyle samo co rok temu.
To nie jest tak, że produkty spożywcze potaniały, ale też szczerze mówiąc nie zauważyliśmy aby jakoś drastycznie podrożały. Staramy się jeść zdrowo, kupować owoce czy warzywa organiczne i z nieco "wyższej" półki (licząc że nikt nas nie robi w balona). Może to kwestia tego, że większość z tych produktów jest "made in USA", bo taryfy na zagraniczne produkty jak najbardziej zostały narzucone i podbiły ceny niektórych pozycji na sklepowych półkach.
Nasze warzywa są zwykle z lokalnych farm, mięso krajowe, jajka również. Zagraniczna jest kawa, niektóre egzotyczne owoce i tak szczerze - niewiele poza tym. Więc z technicznego punktu widzenia taryfy administracji Trumpa nie wpłynęły jakoś specjalnie na nasze rachunki przy sklepowych kasach.
To oczywiście nie oznacza, że jest tanio, bo na przestrzeni lat koszty produktów wzrosły dość wyraźnie, ale na szczęście cenowy galop nieco się uspokoił. Średnio na codzienne zakupy wydajemy około $1150 na dwie osoby - z tym, że muszę zaznaczyć, że ja ogólnie jestem kawał chłopa i jem za dwóch więc trzeba mieć to na uwadze podczas analizy :) Niemniej jednak, na przestrzeni lat koszty te urosły o dobre $200-300 miesięcznie.
Przyjemności

Różnica między 2024 a 2025: +9%
Prosta rubryka - wyjścia do restauracji, jedzenie na dowóz, jakieś zajęcia sportowe, dobra whiskey, jakieś kino czy inna sztuka - wszystko co robicie po pracy dla zachowania dobrego balansu pomiędzy życiem i pracą, a także dla zachowania spokoju w głowie :)
Niewielka zmiana, ale odzwierciedlająca nieustannie rosnące ceny jedzenia "na mieście". Do tego jedzenia, które na dobrą sprawę przede wszystkim truje i sprawia, że człowiek czuje się po nim źle, bo lokalna kuchnia to przede wszystkim tłuste jedzenie w sieciówkach, niezdrowe oleje, "zmęczone" burgery i pływające w tłuszczu frytki, pizze polewane masłem (serio) i inne tego typu specjały. No ale wiadomo, czasami trzeba wyjść, spotkać się z ludźmi i poprzebywać poza domem :) Na takie przyjemności wydawaliśmy średnio $250-300 miesięcznie (nie licząc opłat za różne sportowe aktywności), czyli raptem 3-4 wyjścia do baru.
W naszej okolicy można znaleźć fajne knajpy z dość przyzwoitym jedzeniem, ale nie szalejemy na tym punkcie, szczególnie że lubimy (i chyba potrafimy) dobrze gotować w domu. Trochę szkoda, że tutejsza mapa gastronomiczna nie jest lepsza, co szczególnie do nas dotarło po podróży do Włoch. Niestety ale jedzenie w USA smakuje po prostu inaczej - ciężko stwierdzić czy to chemia, jakość składników czy inny aspekt, ale różnica jest ogromna. Gdyby było inaczej to myślę, że na przyjemności wydawalibyśmy o wiele więcej pieniędzy.
Światełkiem w tunelu jest fakt, że do Północnej Karoliny non stop sprowadza się mnóstwo nowych osób z droższych i bardziej zaludnionych stanów (Kalifornia, Nowy Jork, New Jersey, Illinois itd) - a razem z nimi coraz ciekawsze punkty gastronomiczne. Transformacja naszego regionu jest niesamowita i jesteśmy ciekawi jak to będzie wyglądać za 3-5 lat.
Samochód w USA

Jako posiadacze auta elektrycznego nie musimy martwić się o koszty związane z użytkowaniem samochodu - jedyne opłaty jakie nas obowiązują w ciągu roku to rejestracja auta, podatek za auto elektryczne (no bo przecież nie tankujemy benzyny, a na drogi trzeba się składać), jakaś rotacja kół, przegląd płynów i w zasadzie tyle. Książeczka serwisowa Tesli to raptem kilka myślników na jednej, osobnej stronie. Pod tym względem posiadanie "elektryka" to jest totalny kosmos. Oczywiście samochód dokłada się do kosztów za prąd, ale jak wspomnieliśmy wcześniej oprócz narzucanych przez dostawców podwyżek cena prądu sama w sobie pozostaje mniej więcej na podobnym poziomie, a w USA to nadal kilkakrotnie mniejsze koszty niż za benzynę - Północna Karolina posiada obecnie 3 w pełni funkcjonujące elektrownie atomowe.
Kredyty samochodowe są również na stałej stopie procentowej, więc nic w tym temacie się nie zmienia, a zatem i nasza pożyczka stoi w miejscu. Zmienia się natomiast sytuacja na rynku "car loans" - i wychodzi na to, że na lepsze.
W 2024 roku wysokość oprocentowania pożyczyki na nowy samochód w USA osiągnęła niemal 8% - najwyższa wartość zanotowana od 20 lat. Jednak według oficjalnych danych statystycznych pod koniec 2024 roku i w 2025 roku oprocentowanie pożyczek samochodowych zaczęło w końcu spadać. Nadal są to chore wartości w porównaniu sprzed dosłownie 3-4 lat, ale miejmy nadzieję, że to nareszcie zmierza w odwrotnym kierunku.
Szacuje się, że przeciętny koszt miesięczny pożyczki na nowy samochód o wartości $30,000 wynosi około $500-620 miesięcznie, przy ratach podzielonych na 60-72 miesiące. Ubezpieczenie takiego samochodu - w zależności od historii kierowcy - może się wahać w granicach $70-100.

Podsumowanie
Dużo dyskutowano na temat zmian w rządzie i ewentualnych reperkusji z tym związanych. Wiele sektorów gospodarki dotknęły taryfy i niektóre zakupy stały się droższe - jak chociażby elektronika, części wykorzystywane w budownictwie (szczególnie stal) czy wyposażenie domu. Wiele z tych podwyżek oczywiście przełożyło się na koszty operacyjne, a te z kolei na koszty produktów finalnych, chociaż zdaje się, że nie w takim stopniu, w jakim ostrzegano przed wprowadzeniem zmian (tzn. taryf) - chociaż chyba wciąż jest za wcześnie aby dane na ten temat były solidne i godne zaufania.
Na podstawie analizy rachunków można stwierdzić, że z punktu widzenia (naszego) budżetu domowego niewiele zmieniło się na przestrzeni roku i jest to delikatna ulga, mimo faktu, że koszty życia w USA są i tak horrendalne, ponieważ rosły niekontrolowanie przez poprzednich kilka lat.
Chciałoby się doświadczyć spadków na rachunkach i nieco przystępniejszych cen w sklepach, ale czy to kiedykolwiek nastąpi - trudno powiedzieć. W kapitalistycznej rzeczywistości, gdzie cały nacisk kładzie się na obroty i zyski ciężko wyobrazić sobie, żeby ktokolwiek z dobrej woli zdecydował się na obniżki cen. I być może nie byłoby z tym aż takiego problemu gydby w tym samym czasie rynek pracy funkcjonował poprawnie i wypłaty rosły adekwatnie do kosztów życia. Jest jeszcze wiele do poprawy w tym kraju, ale póki co dobrze wiedziec, że przynajmniej nie jest gorzej niż było do tej pory.
Jak zwykle - pożyjemy i zobaczymy co przyniesie kolejny rok.








Komentarze