Lajki dla Ameryki #1-3


Jedni Amerykę kochają, inni nienawidzą. Jednych fascynuje, inni doszukują się w niej kiczu. Jednak po niemalże roku spędzonym w USA bez wątpliwości stwierdzam, że Ameryka da się lubić!  Postanowiłam zatem przyznać „mojej Ameryce” listę LAJKÓW, podzielić się tym, za co ją polubiłam i czego bez wątpienia, gdybym miała ją za chwilę opuścić, bardzo by mi brakowało ;)


Dlaczego mojej Ameryce? Już wyjaśniam. Po pierwsze jestem tutaj dość krótko i podejrzewam, że nie wszystkie zalety i nie wszystkie wady dostrzegam, część na pewno ulegnie zmianie za jakiś czas. Po drugie, jest to ogromny i bardzo różnorodny kraj, poszczególne stany różni nie tylko przyroda, ale też tradycje czy prawo. Listę lajków stworzyłam całkowicie subiektywnie, z perspektywy mieszkania w bardzo spokojnej części Karoliny Północnej gdzie nie mam styczności z wielkomiejskim amerykańskim lifestylem. Tak więc staram się nie oceniać całej Ameryki przez pryzmat Karoliny Północnej. Wiem, że jeszcze wiele zaskoczeń - tych miłych i niemiłych - przede mną!


Moja lista rzeczy za które lubię USA jest długa ale to dobrze, podobno gdy widzi się pozytywy łatwiej się żyje :) A są jakieś minusy? Ależ oczywiście, że stworzyłam też listę wad! To miejsce nie raz i nie dwa dało mi w kość, spowodowało wybuch płaczu, nie wiem czy kiedykolwiek pogodzę się z pewnymi rzeczami. Ale radzenie sobie z rzeczywistością, która nas tu zastała, idzie mi coraz lepiej… ;)


How are you? Couldn’t be better! :) W Ameryce się nie narzeka! Dlatego dzisiaj zaczynamy od pozytywów! Ponarzekamy innym razem ;) Enjoy!



Lajk #1 - Pogoda!


Ten pierwszy lajk to chyba należy się całej Karolinie Północnej :) Nie jestem fanką zimy, a tutaj zima to pikuś!  W styczniu i lutym temperatury kilka razy spadły ledwo poniżej zera. Śnieg i owszem pojawił się tu kilkakrotnie, ale dosłownie na chwilę. Zaskoczeni pogodą mieszkańcy kręcili filmy i całymi rodzinami podziwiali na balkonach te "pogodowe anomalia" :) Większość dni w roku jest słonecznych i ciepłych. Jej jaki to luksus gdy co rano budzi Cię słońce! Chce się wtedy wstawać i żyć! Latem nie ma lekko, słońce nie próżnuje, temperatury około 30+ stopni Celsjusza, a do tego bardzo wysoka wilgotność. Czasami, kiedy spadnie deszcz, przez wspomnianą już wilgotność dosłownie nie ma czym oddychać. Przed nami pierwsze pełne lato w USA, będziemy pewnie trochę narzekać od czasu do czasu na nadchodzące upały, ale dzięki tej pogodzie przez cały rok czuję się tutaj trochę jak na wakacjach i samopoczucie jest naprawdę dobre. Zaczynam rozumieć skąd to pozytywne nastawienie do życia Włochów czy Hiszpanów! Jest słońce? Jest pięknie! Tutaj jest podobnie. Kiedy zza zamkniętych żaluzji przebijają się strugi mocnego światła, człowiek od razu czuje chęci aby rozpocząć dzień. Bez wątpienia pogoda to ogromny plus tego miejsca.



Lajk #2 - Ludzie!


Przyjaźni, pozytywni, uśmiechnięci, otwarci, wyluzowani, uprzejmi i i tolerancyjni. Amerykanie naprawdę tacy są, a przynajmniej w większości. To jest niesamowite! Mimo, że teraz uznaję to za gigantyczną zaletę na samym początku trochę nas to przytłaczało. Po przylocie nie nadążaliśmy za wszechobecnym wypowiadanym z uśmiechem „How are you?”, „How are you doing?”, „Did you find everything OK?”. Chyba po prostu nie byliśmy do tego przyzwyczajeni, trochę nas to nawet stresowało. Teraz po tych kilku miesiącach sama łapię się na tym, że do obcych radośnie wykrzykuję pierwsza powitalne ‘How are you?’, a czuję się nieswojo gdy podchodząc np. do kasy w sklepie takie pytanie w ogóle nie pada. Ludzie są tutaj totalnie wyluzowani. Sprzedawca zazwyczaj zagai rozmowę na temat Twoich zakupów, zapyta co pysznego ugotujesz z tego co znalazło się w Twoim koszyku, pochwali wybór bluzki, zapyta jak używasz pewnych rzeczy, czy są warte zakupu itd. Barista w Starbucks zawsze ochoczo poleci kawę jeśli masz wątpliwości co do tego, na co masz danego dnia ochotę. Sąsiad serdecznie pomacha ręką pytając jak się masz, kwitując wszystko szerokim uśmiechem. Mijając na chodniku obcych ludzi nikt nie spuści wzroku w dół, przecież to żaden wysiłek spojrzeć sobie w oczy i po prostu się uśmiechnąć - od razu jest sympatyczniej gdy wybrzmi radosne „Hi!”.


Tutaj nikt się nie spieszy i nikt nie popędza. To pewne, że znacie te historie kiedy w Polsce nagle wyskakuje jakiś błąd na kasie albo kasjerka musi wymienić rolkę papieru. Wtedy klienci z kolejki zaczynają nerwowo wzdychać i rozglądać się za krótszą kolejką albo wyczekiwać informacji o otwarciu nowej kasy i wtedy… biegiem kto pierwszy! Takiej historii tutaj nie zobaczycie, bo wszyscy cierpliwie czekają na swoją kolej, dyskutując przy tym o przyjemnych sprawach.


Zapomnij o klaksonie w Północnej Karolinie, nie ma sensu go używać, po pierwsze nikt nie zareaguje, a po drugie nikt tutaj nie denerwuje się za kierownicą. To normalne, że ktoś z uśmiechem zatrzyma swój rozpędzony samochód i machnie ręką żebyś pierwszy wyjechał z parkingu. Ba, byliśmy świadkami jak na trzypasmowej autostradzie wszyscy cierpliwie stali w korku na dwóch wewnętrznych pasach, kiedy prawy pas był kompletnie pusty! Zdezorientowani skręciliśmy na wolny tor i nie mogliśmy wyjść z szoku widząc, że ten pas nie skręca nigdzie, prowadzi prosto, jest zupełnie pusty, a mimo to ludzie stoją w korku i czekają aż ruch ponownie nabierze tempa!


„Oh girl I love your shoes!” - przechodziliśmy wtedy przez przejście dla pieszych w centrum miasta kiedy usłyszałam ten radosny okrzyk od zupełnie obcej osoby. Moje paznokcie i kolor lakieru chwalone były niezliczoną ilość razy - „Oh my gosh I love your nails!”. Na lotnisku celnik sprawdzając nasze walizki zamiast poważnej miny z uśmiechem skomentował moją bluzkę z wojskowymi pagonami, dopytywał nas czy pracujemy w wojsku itd. Nawet by mi do głowy nie przyszło, że pani kasjerka zwraca uwagę na oczy klienta kiedy to usłyszałam „You have beautiful green eyes!”. Podobnych sytuacji mieliśmy bardzo dużo. Tutaj ludzie mówią sobie miłe rzeczy, tak po prostu spontanicznie i z uśmiechem. Na początku takie small talks nie były dla nas hmm powiedzmy…wygodne ale po pewnym czasie złapaliśmy się na tym, że sami przejmujemy te nawyki i jest to naprawdę fajne.


Mam wrażenie, że tutaj każdy żyje swoim własnym życiem. Nikt nikogo nie ocenia przez pryzmat tego jak wygląda, czy jest dobrze ubrany, czy ma makijaż, czy jest gruby czy chudy albo jakim samochodem jeździ. Ludzie mają do siebie ogromny szacunek, patrzą w swoją stronę przyjaźnie, a nie podejrzliwie. Interakcja między ludźmi jest wręcz niesamowita. To mnie w tym kraju zaczarowało.



Lajk #3 - ZAKUPY!


Zakupy w USA to jak dla mnie inna jakość! Nowa jakość! I nie mam tutaj na myśli jakości produktów, bo z tym bywa różnie. Ale w Stanach tzw. Customer Service to zupełnie inna bajka niż w Polsce.


W Stanach jeśli z czegokolwiek jesteś niezadowolony masz prawo to zwrócić. A na dodatek wcale nie musisz się z tego tłumaczyć. Wiadomo w Polsce też często masz prawo do zwrotu ale produkt musi być oryginalnie zapakowany i nie nosić znamion użytkowania. Jeśli użyłeś i nie jesteś zadowolony możesz zgłosić reklamację… a jakie są szansę, że rozpatrzą ją na korzyść klienta? No marne. Tutaj satysfakcja klienta to priorytet. Kupiłam kiedyś krem, po otwarciu wyjątkowo nie odpowiadał mi jego zapach i konsystencja, był po prostu dziwny. Doświadczona w wojażach w Polsce, z przygotowaną wcześniej przemową na temat wad kremu wróciłam do sklepu, przedstawić powody dla których chciałabym go zwrócić. Nikt jednak nie zapytał o powody, nikt się nie dziwił dlaczego. Usłyszałam tylko „No problem Ma’am”. Dodam tylko, że pieniążki wróciły na moje konto w trybie natychmiastowym. Taki na przykład Walmart akceptuje zwroty wiekszości rzeczy przez 90 dni od zakupu. Dobrze żebyś miał paragon, jeśli nie masz to też OK. Walmart to w ogóle jest dla mnie hit! Mieliśmy taki przypadek - kupiliśmy przez Internet sofę, taką na przetrwanie, jedną z tańszych za 260 dolarów, nie mieliśmy wielkich oczekiwań co do jakości, po prostu chcieliśmy mieć na czym usiąść. Ale gdy po dwóch tygodniach poduszki stały się naleśnikami postanowiłam to zgłosić do dostawcy, który współpracuje z Walmartem. Mimo kilku prób kontaktu odbijałam się początkowo od ściany. Napisałam więc na czacie do  Walmart Customer Service opisując mój problem, ten z sofą i ten z brakiem kontaktu. Moje zdziwienie sięgnęło zenitu kiedy po chwili w odpowiedzi otrzymałam przeprosiny ale też decyzję o zwrocie całości poniesionych przeze mnie kosztów. Aha, co zrobić z sofą mogłam zadecydować sama - zasugerowano, że możemy ją oddać na wybrane przez nas "charity", czyli którąś z instytucji charytatywnych. Pomyślałam, że to się nie dzieje naprawdę. Poza tym Walmart wyrównuje ceny, zwraca różnicę jeśli po zeskanowaniu paragonu do aplikacji okaże się, ze inny sklep ma lepszą cenę różnica wraca na Twoje konto. Wszystko na korzyść kupujących.


Tutaj klienta nikt nie traktuje jak naciągacza, złodzieja czy oszusta. Nie próbuje się również oszukiwać klienta. Satysfakcja jest naprawdę gwarantowana. W żadnym sklepie nie spotkasz krążącego i uważnie patrzącego na ręce ochroniarza. "Pipkające" zabezpieczenia są przypinane zwykle tylko do rzeczy mocno wartościowych i bardzo drogich. Atmosfera w sklepie jest przyjazna i swobodna.


Inna sytuacja. Pewnego razu zauważyliśmy dziwny ruch na naszym koncie bankowym. Co miesiąc znikało nam 50 dolarów na rzecz dziwnie brzmiącej firmy. Od razu udaliśmy się do placówki naszego banku aby zgłosić i wyjaśnić sytuację. Zanim jeszcze opuściliśmy bank pieniądze były z powrotem na naszym koncie, a bank sam miał zająć się wyjaśnieniem tej sprawy. Nikt nie doszukiwał się w tym naszej winy, po prostu uwierzyli nam na słowo, byliśmy w szoku, jak załatwiono sprawę.


Kolejna mega sprawa związana z zakupami to presale. W Macy’s zamierzałam kupić cienie do oczu. Stałam już przy kasie gotowa za nie zapłacić kiedy to ekspedientka zapytała czy spieszy mi się z zakupem. Po chwili dodała, że za kilka dni będą mieli na kosmetyki -15% i może wolę poczekać, oprócz tego za dwa dni miała ruszyć przedsprzedaż aby zapewnić sobie dostępność kosmetyku w obniżonej cenie zanim jeszcze rozpocznie się oficjalna promocja. Niesamowicie mnie takie podejście zdziwiło, nie mogłam uwierzyć, że mogąc na mnie po prostu zarobić, sprzedając mi produkt tu i teraz po standardowej cenie bez wahania poinformowali mnie, że mogę zaoszczędzić. Co tu się dzieje? Poza tym sklepy często wyrównują różnicę cen, jeśli w krótkim czasie od zakupu ulega ona obniżeniu możesz śmiało zgłaszać się z prośbą o zwrot różnicy. Bez problemu.


Ameryka słynie z kuponów rabatowych i programów lojalnościowych. Tylko, że tutaj to się rzeczywiście opłaca. Z kuponami możesz sporo zaoszczędzić, a często masz szansę połączyć je z inną promocją. A na programach lojalnościowych dość szybko zyskujesz benefity z zakupów.


kupony, kuponiki... :)


Dla przykładu TJ Maxx (w Polsce sieć nosi nazwę TK Maxx) to teraz jeden z moich ulubionych sklepów a w Polsce omijałam go z daleka. Teraz gdy do niego wchodzę znajduję miliony rzeczy które mi się podobają, co więcej bardzo markowych rzeczy i to dosłownie za parę dolarów. Jeansy z Levisa? No problem – na metce sugerowana cena producenta to 100 dolarów a cena TJ Maxx? 20 dolarów. Można? – Można. Nigdy nie czułam wielkiej potrzeby kupowania markowych rzeczy, były sobie te  wszystkie Calviny Kleiny, Michaele Korsy, Najki czy Ralphy Laureny, ale tutaj mogę je mieć za 30% ceny pierwotnej. Tak wyglądają outlety w USA! Są to ubrania, kosmetyki, torebki czy perfumy. Ba! Śpimy sobie teraz nawet na poduszkach od CK, 15 dolarów za jedną, normalnie lans, ale jakość przy tym wspaniała!


Pewnie zdarza Wam się biegać po markecie w poszukiwaniu czytnika kodów kreskowych żeby sprawdzić cenę produktu? Na domiar złego większość z nich robi psikus i nie działa. W USA takie czytniki chyba wyszły już z mody, a zastąpiły je aplikacje na smartfony. Instalujesz sklepową aplikację ze skanerem kodów i et voila, przykładasz telefon i wyskakuje aktualna cena ; )

Coś mi się wydaje, że mogłabym o tych zakupach opowiadać w nieskończoność :P



To moje pierwsze "lajki" dla USA. Mam mnóstwo spostrzeżeń i porównań, więc regularnie będę dzielić się z Wami na temat dobrych i złych aspektów życia w Stanach. Oczywiście zachęcamy do zadawania pytań i komentowania!


Bye! :)

0 wyświetlenia
  • Czarny YouTube Ikona

AMERICAN STORIES @ 2018