Tulum, Meksyk - rajski wypad



"Układanie życia" na nowo w Stanach Zjednoczonych ciągnęło się dość długi czas, dlatego też zaraz po tym, jak uznaliśmy, że nareszcie zaczynamy żyć w USA "jak ludzie" i najważniejsze sprawy zostały pozałatwiane, zdecydowaliśmy, że należą nam się małe wakacje, żeby odreagować wszelkie stresy itd. Wybór padł na miejscowość Tulum w Meksyku. Oto kilka wrażeń z pobytu na Karaibach ;)




LĄDUJEMY W MEKSYKU



Nasze loty do Meksyku i z powrotem nie były jakieś tragiczne, w jedną stronę jedna przesiadka i lot niemal pustym odrzutowcem niczym VIPy, w drugą bezpośredni lot do domu :) Łącznie kilka godzin podróży i byliśmy na miejscu. Wylądowaliśmy na niedużym lotnisku międzynarodowym w Cancun, skąd później mieliśmy wybrać się w dalszą podróż autokarem. Mimo, że jeszcze nie było sezonu letniego w Meksyku przez lotnisko przewijało się sporo ludzi. Z terminalu wypuszczono nas w stronę wyjścia, gdzie po drodze mija się biura wypożyczalni aut i zaraz dalej są drzwi wyjściowe.


To właśnie tutaj panował największy chaos - zdezorientowani turyści próbowali połapać się gdzie są i co się właściwie dzieje. Na domiar złego w tym miejscu kręci się od cholery naganiaczy, którzy ze swoim południowym temperamentem przekrzykują się nawzajem, próbując nakłonić turystów do swoich usług - taksóweczki, przejazdy, hotele, wycieczki krajoznawcze, przewodniki i inne takie. Tutaj też zorganizowane wycieczki odnajdują swoich zorganizowanych przewodników czekających z tablicą z logo biura podróży i w zorganizowany sposób są kierowani do swoich zorganizowanych autobusów.


Ostrzeżenie! Dookoła lotniska kręci się dużo podejrzanych osobników oferujących różnego rodzaju przewozy super autkami, niby szybko, tanio i bezproblemowo. Najczęściej są to jakieś młode chłopaczki, wyglądający jak zebrani prosto z ulicy, próbujący wyciągnąć kogoś poza chroniony przez wojsko obszar lotniska. NIE IDŹCIE W TAMTE STRONY i nie dajcie się namówić na żaden lewy transport "za grosze", bo jeszcze skończycie bez paszportu i pieniędzy na obcej ziemi nie wiadomo gdzie - tyle powiedział jeden z obecnych pod lotniskiem przewodników turystycznych. Dodatkowo usłyszeliśmy, że najlepiej kierować się od wyjścia prosto przed siebie, do terminali autokarowych i tam wybrać jedną z oficjalnych firm przewozowych, które wpuszczane są na teren lotniska. My wybraliśmy chyba najbardziej znaną linię ADO mającą swoich reprezentantów na miejscu, komunikujących się po angielsku i pomagających przy zakupie biletów. Koszt przejazdu Cancun - Playa del Carmen - Tulum to około 130 pesos od osoby (~25zł), wiec skorzystaliśmy bez zastanowienia. 10 minut i byliśmy już w trasie.



TULUM



Podróż z lotniska do Tulum to jakieś 2 godziny z obowiązkową przesiadką w Playa del Carmen. Po wyjściu z autokaru w Tulum pierwsze wrażenie nie jest oszałamiające - jak wiele turystycznych kurortów tak i tutaj otoczenie wygląda na zaniedbane niczym stara rybacka wieś. Budynki są dość leciwe, ściany brudne i nierówne, co poniektóre domki sprawiają wrażenie jakby miały lada moment runąć. Wąskimi ulicami suną samochody i skutery, jest dość głośno i mało przyjemnie. Ale nie przejmujcie się, to tylko pierwsze wrażenie.



Przez Tulum biegnie duża, główna ulica zwana "Avenida Tulum" i bije od niej prawdziwy turystyczny klimat. Są tam sklepiki z różnego rodzaju pierdołami, mnóstwo restauracji, spożywczaki, apteka, kantory, budy z pamiątkami itd. Tam właśnie za dnia i wieczorami toczy się życie, jest gwarno, głośno, możemy posiedzieć w knajpce przy tequili, potańczyć na disco w rytmach latino, jest nawet jakiś night club itd :) Generalnie Av. Tulum jest bardzo fajne, turystyczne i kolorowe, więc warto się nią przespacerować. Lokalni mieszkańcy są mili dla przyjezdnych, szczególnie gospodarze kameralnych knajp z browarem i tequilą :) Po wizycie w pewnym barze jeden z takich gospodarzy jak widział nas gdzieś następnego dnia to z daleka krzyczał głośno i zapraszał do środka. Nawet specjalnie dla nas puścił jakiś meksykański kawałek, w którym ktoś śpiewał co chwila "el polaco cośtam cośtam" albo jakoś tak ;) Bardzo miła atmosfera.



To była relacja "z miasta". Linia brzegowa Tulum, albo inaczej Zona Hotelara, to zupełnie inna bajka. Od miasta oddziela ją gęsty pas zieleni, swoista dżungla, przez którą trzeba się przedostać jedną z przecinających ją uliczek. Ale wystarczy wyłonić się po drugiej stronie, postawić pierwszy krok na mięciutkim piasku i od razu czuć wakacje. Witamy w raju! Idąc w stronę morza robisz slalom pomiędzy bujnymi palmami, które zdrowo obrodziły w owoce, piasek jest drobniutki i delikatny, od strony wody powiewa świeża bryza. Wzdłuż plaży ciągną się rzędy hoteli, które wyglądają jak miejscówki, w których chciałoby się schować i odciąć od świata na długie miesiące - kameralne, pochowane między palmami, otoczone leżaczkami, hamakami, wykończone drewnianymi balustradami, filarami, surowe i skromne, idealne... :) Co jeden hotel to lepszy ... no i niestety ceny też jedne "lepsze" od drugich... Na długi pobyt w Zona Hotelara trzeba przygotować gruby portfel.



MIESZKANIA I POKOJE



Pierwszym miejscem naszego pobytu był TULUM NAH A2, który zarezerwowaliśmy przez serwis Airbnb. Nocka w całkiem przyjemnym i przestrzennym apartamencie kosztowała około 60$/noc. Na recepcji pracowały wymiennie trzy osoby, które płynnie komunikowały się po angielsku i były bardzo pomocne w każdej kwestii. Mieliśmy także darmowe rowery do wynajęcia (oczywiście za kaucją w postaci gotówki ;p). Miejsce jak najbardziej w porządku i godne polecenia, bardzo blisko głównej ulicy. W pokojach była klimatyzacja, panował porządek i było czysto. Od strony podwórka mieliśmy nieduży basen, w którym można było się schłodzić z samego rana :)


Jacuzzi na dachu? Why not ; p


Drugie miejsce pobytu było efektem pewnego tricku i sprytu mojej żony :) Tuż przed wyjazdem Pam postanowiła, że napisze do kilku hoteli sympatycznego maila typu, w dużym skrócie, "Hejka, wybieramy się na wakacje do Tulum, marzymy o spędzeniu czasu w Waszym rajskim miejscu, czy spełnicie nasze marzenie i zastanowicie się nad jakąś szczególną ofertą dla nas?". Na statystyczne 10 biur 7 zignorowało maila, 2 odpowiedziały, że chyba nas pogięło (oczywiście w dyplomatyczny sposób), ale ... tak, tak, Dune hotel zaproponował super ofertę i właśnie tam się wybraliśmy! Ceny za nockę w hotelach przy brzegu morza kosztują w granicach 500$, a nawet i więcej, a nam zaoferowano nockę za około 200$, a w ramach rekompensaty mieliśmy jedynie opisać wrażenia z pobytu na portalu TripAdvisor. Tak więc spędziliśmy dwa dni w pięknym pokoju z balkonem i jacuzzi na dachu, gdzie usypiał nas do snu i budził rano szum morza naprzemiennie z szumem palm. Można ? Można :)


Poniżej widok z dachu naszego hotelowego pokoju:





JEDZENIE



Wiadomo, że jak dużo się zwiedza to i dużo energii się traci. A jak energia ucieka, trzeba jej dostarczyć i ... JEŚĆ! Jeżeli lubicie kuchnie meksykańską to będziecie po prostu wniebowzięci! Nie pamiętam, kiedy ostatnio jadłem tak dobre regionalne żarcie jak właśnie w Tulum. Dla mnie to była prawdziwa uczta. Najlepsze rzeczy jedliśmy w Burrito Amor oraz w ulicznej knajpce Antojitos La Chiapaneca. Ta pierwsza to taka przyjemna, kameralna miejscówka gdzie można zjeść śniadanie, wypić kawę, posłuchać fajnej muzyki, walnąć piwko czy tequilę, bądź też wpaść po południu na coś bardziej treściwego... no i tequilę ;) Jedzenie robią przepyszne, wszystko świeżutkie i idealnie doprawione, zawinięte profesjonalnie w liść palmowy. Druga propozycja to na pierwszy rzut oka bardzo oldschoolowa kuchnia, typowy street food, gdzie zasiadasz na plastikowym stoliku przy chodniku na zewnątrz i wrzucasz coś na ząb jakby "w biegu". Ale panie ... jakie oni serwują tam żarcie... Tanio i smakowicie! My byliśmy zachwyceni meksykańskimi smakami, więc jeżeli wybieracie się do Tulum, bądźcie gotowi na kulinarne doznania pierwszej klasy :)



egg burrito na śniadanie, proszę Państwa to jest to...



Dla zainteresowanych cenami - menu z Burrito Amor (1pesos to jakieś 20gr):

http://www.burrito-amor.com/index.php/en/menu




WRAŻENIA


Warto zobaczyć obie strony Tulum - zarówno miasto jak i strefę hotelową na wybrzeżu. Centrum miasta jak wspomnieliśmy jest dość stare, ale sporo się tam dzieje - knajpy, restauracje, uliczni artyści, dancingi, mini koncerty, zabawa, itd. Pomimo tego, że poza główną ulicą niewiele ciekawych rzeczy można zobaczyć (oprócz fajnych graffiti na ścianach), to samo Avenida Tulum dostarcza sporo wrażeń i można tam miło spędzić czas. Warto wyskoczyć wieczorem na miasto i pobyć trochę z innymi turystami, wejść do knajpki, zjeść coś dobrego, trzasnąć pysznego drinka, pośmiać się kiedy gospodarz zachęca turystkę do jakiegoś tańca w rytmach latino prezentując jakiś oldschoolowy taniec, posłuchać co inni myślą o tym miejscu - fajne kulturowe zderzenie.



Strefa hotelowa to przeciwieństwo centrum - panuje tam mega chillout, jest to prawdziwa oaza spokoju. Tam w zasadzie znajduje się wszystko to, co zachęca do kupienia biletów i spędzenia czasu w Tulum - długie piaszczyste plaże, kameralne hotelo-butiki, skromne knajpki, cichutko dookoła, bliskość natury no i te niezapomniane widoki. Można poczuć się jak w raju. My powtarzaliśmy sobie co chwilę, że to wszystko wygląda jak z obrazka i jest naprawdę dobrze. Nooo, prawie ... ale o tym w osobnym poście :) Tak czy siak w takim miejscu naprawdę chce się być. Jeżeli oczekujecie, że na wakacjach odpoczniecie fizycznie i psychicznie, to właśnie tutaj jest ku temu idealna okazja.



Podczas krótkiego pobytu udało nam się również odwiedzić pobliskie ruiny Majów, co zdecydowanie polecamy. Jest to bardzo ciekawe i intrygujące doświadczenie. Cała kultura Majów nie jest nam, europejczykom, tak bardzo bliska i znana. Oczywiście uczymy się o tym na historii, znamy jakieś tam fakty itd, ale to nie to samo, co penetrowanie ruin europejskich cywilizacji, tutaj wciąż wisi ta mgiełka niepewności, tajemniczości, bo jednak rzadko kiedy wybieramy się w te strony. Ale być może to były tylko nasze spostrzeżenia bo pewna starsza Pani z Polski mijając nas w tłumie zwiedzających stwierdziła spontanicznie: "Eee tam, co to za historia tutaj, w Polsce to była cywilizacja" ;D



GOOD TIME IN PARADISE


Był to nasz pierwszy wypad w rejony Karaibów, ale na pewno nie ostatni. Ta część świata jest niezwykle kolorowa i interesująca, a okoliczności natury sprawiają, że wakacje wyglądają czasem jak z bajki. Nic tylko położyć się pod palmą i odpoczywać :)


Generalnie jeżeli znajdziecie rozsądne bilety i noclegi to możecie wybrać się na naprawdę fajne wakacje i wcale nie stracić milionów, jak się niektórym wydaje. Pamiętam, że znajomi, którzy przed nami odwiedzili Tulum znaleźli bilety lotnicze z Polski do Meksyku w bardzo atrakcyjnych cenach, więc warto śledzić oferty z wyprzedzeniem :) Poza tym na miejscu jest relatywnie tanio, a nawet mamy wrażenie, że ostatnim razem w Pobierowie wydaliśmy więcej na jedzenie i picie niż w Meksyku :) Piwko w barze 1$, shot tequili 1$, to tak na zachętę ;p Nie ma się co zastanawiać, miejscówka sprawdzona, jeżeli marzyliście o wakacjach na Karaibach to jest to opcja godna polecenia.


W kolejnym poście przedstawimy Wam trochę faktów od strony technicznej, być może pomocnych w planowaniu wakacji w Meksyku :)


Adieu!



145 wyświetlenia
  • Czarny YouTube Ikona

AMERICAN STORIES @ 2018