USA od kuchni. Powszechne mity i fakty.



Stany Zjednoczone budzą skrajne emocje, można powiedzieć nawet bardzo skrajne. Wystarczy poczytać media społecznościowe czy nawet wpisy znajomych, żeby widzieć jak różne są opinie. Z jednej strony piękny sen, wolność, legendy i ikony popkultury, marzenia o lepszym życiu, z drugiej naśmiewanie się z domniemanej głupoty mieszkańców tego kraju, protesty przeciwko akcjom zbrojnym na różnych frontach, wytykanie żądzy kontrolowania świata itd. Ja czarować nie będę, mnie USA fascynuje, ale staram się myśleć obiektywnie i dostrzegam dwie strony medalu. Zgadzam się z pewnymi opiniami, ale pobyt w tym kraju uświadomił mi również, że nie wszystko jest tak oczywiste, jak nam się wydaje po drugiej stronie Atlantyku. Porozmawiajmy zatem o kilku takich przykładach.


Jak zwykle dodamy tylko, że większość naszych opinii opiera się na tym co widzimy w stanie, w którym mieszkamy, czyli Północna Karolina :)


AMERYKANIN = IGNORANT


Często po necie krążą szalone filmy, gdzie Amerykanie opowiadają totalne bzdury na temat świata. Nie mają pojęcia gdzie i jak daleko od nich znajdują się różne kraje, myślą że Malta to marka samochodu, potrafią strzelić gafą w stylu "Berlin leży w New Jersey" albo coś w tym rodzaju. Zanosimy się śmiechem i nie dowierzamy, jak głupi są Amerykanie, a potem dodajemy, że to wszystko wina ich strasznej ignorancji. Uważam, że ta ocena nie jest zawsze trafiona, chociaż bywa prawdziwa.


Zanim to wyjaśnię przejdźmy do perspektywy tego kraju. Same Stany Zjednoczone to powierzchnia prawie 9,5 mln m2, 50 kompletnie różnych stanów, różne strefy czasowe w ramach tego samego kraju i niemal 330mln mieszkańców. Dla porównania Europa jako kontynent zajmuje powierzchnię niecałych 4 mln m2, więc jest ponad dwukrotnie mniejsza, choć bardziej zaludniona (około 715mln mieszkańców). Krajów w Europie jest podobnie jak w USA stanów, około 50, zależy jaki podział przyjmiemy.


Zacznę od tego Berlina, otóż prawdą jest, że Berlin leży w New Jersey, leży nawet w Maryland. W stanie Nowy Jork leży Amsterdam, w Ohio i Kentucky leży Londyn, ba, w Kentucky w hrabstwie Bourbon leży Paryż, a 80 mil od naszego Morrisville jest Warszawa. Znanych europejskich miast w USA jest od groma, możecie wskoczyć na Google Maps i sami popróbować jakichś nazw. Proszę bardzo, Moskwa występuje aż w pięciu różnych stanach. Do czego zmierzam - nie zawsze to co przychodzi do nas w ramach filmików z neta jest tak oczywiste jak się wydaje. Nie próbuję bronić braków w chociażby generalnym rozeznaniu w świecie, bo to po prostu wypada wiedzieć, ale niektóre sprawy mają pewne wytłumaczenie. Przeskoczmy na drugą stronę gdzie tak samo Amerykanin może spytać czy wiecie o USA coś więcej niż gdzie leży LA i Nowy Jork? Wiecie jakie są stolice poszczególnych stanów? Odpowiecie z biegu co jest stolicą stanu Nowy Jork? Nie, nie jest to New York City.


Stany Zjednoczone są krajem tak ogromnym, że Amerykanie mają wystarczająco wrażeń do śledzenia "na własnym podwórku", żeby mieć całkiem sensowne wytłumaczenie na "brak miejsca" dla informacji ze świata. Oni wiedzą absolutne podstawy o świecie, tyle ile przekażą im tutejsze stacje telewizyjne i w większości są to ciekawostki albo informacje z miejsc, gdzie swój udział miało USA. I vice versa, my o tym państwie wiemy też tyle ile podadzą nam rodzime media. Do nas ze Stanów dociera tylko ułamek wiadomości i zwykle są to jakieś sensacje, które budzą skrajne emocje i wywołują szersze dyskusje, mające głównie na celu pokazanie jakichś absurdów zza oceanu. Nie można ukryć faktu, że my Europejczycy lepiej odnajdujemy się w świecie i mamy sporą wiedzę ogólną, ale czy można mieć Amerykanom za złe taki stan rzeczy? Co prawda ten hermetyczny stan jest niepokojący tak ogólnie rzecz biorąc, ale w tak dużym państwie niekoniecznie musi to dziwić. Jest to też ogromna generalizacja, bo domniemana ignorancja zauważalna jest głównie wśród południowych stanów, nawet u nas w Północnej Karolinie. Amerykanie też podróżują po świecie i co nieco o nim wiedzą. Poza tym, tego samego poziomu niewiedzy doświadczymy jadąc na zabitą dechami polską wieś, siadając pod marketem "Halyna" z miejscowymi pijaczkami i rozmawiając na temat problemów świata.



AMERYKANIN = GŁUPIEC


To jest bardzo ciekawa kwestia, bo sami wielokrotnie z niedowierzaniem stwierdzaliśmy, że Amerykanie niekiedy zachowują się w dziwny, nielogiczny sposób. Są niesamowicie łatwowierni, bywają mało skupieni, nie łączą oczywistych faktów, wszystko biorą za pewnik, nie wykłócają się tak często jak my, nie dbają o to, żeby być najmądrzejszymi ludźmi na ziemi, interesują się przyziemnymi sprawami i nie zaprzątają sobie głowy problemami krążącymi daleko poza ich orbitą. To co dla nas jest czymś absurdalnym dla nich nie ma żadnego znaczenia. Czasami mówią rzeczy, które aż wołają o pomstę jak na przykład pytanie "czy kobiety w Polsce noszą te takie osłonki na twarz" albo "czy we Wrocławiu jest dużo lasów", bo myślą, że po drugiej stronie świata jest tylko busz i zacofanie. Ale mimo tych irytujących czasem stwierdzeń nie uważam, że to jest głupi naród i mam do nich wiele szacunku. Amerykanie świetnie funkcjonują jako społeczności (sprawdźcie TEN wpis) i są zwykle obrotnymi ludźmi. Strzelanie gaf światowej rangi wynika z ich naturalnej spontaniczności, otwarcia i szczerego mówienia tego, co im przychodzi na myśl. No dobra, czasami nie myślą zbyt mocno nad tym co mówią. Ale kiedy nie mogą przypomnieć sobie gdzie leży Polska to nie są zażenowani, zawstydzeni, po prostu powiedzą "nie wiem" i spytają Cię o właściwą odpowiedź. I właśnie w tym, co potocznie nazywa się amerykańską głupotą tkwi cały urok tego kraju. Uwielbiam patrzeć na to jak Ci ludzie ze sobą żyją, jak ze sobą rozmawiają, jak się traktują i jak bardzo są otwarci. Dla mnie to był prawdziwy szok kulturowy, którego nie spodziewałem się doświadczyć w takim stopniu. Kiedyś myślałem, że dialogi i zachowania postaci z amerykańskich filmów są mocno przerysowane, ale teraz wiem, że wcale nie tak bardzo. Uważam też, że USA osiąga takie sukcesy w wielu branżach, bo są otwarci na nowości, dążą do poprawiania własnych warunków życia oraz warunków swoich bliskich czy nawet sąsiadów, potrafią razem kroczyć w stronę lepszego. Nie boją się opuszczać swojej strefy komfortu, rozstawać z czymś na rzecz poprawy swoich warunków. Dolina Krzemowa to absolutny fenomen, wielkie miasta Ameryki to nierealna rzeczywistość. Tego nie da się stworzyć głupotą, a sposób bycia, cóż ... taka mentalność.



ARMIA TWOIM MIEJSCEM, ARMIA TWOJĄ DROGĄ


To jest temat, który budzi we mnie duże emocje. Wielu zastanawia się co takiego jest w Amerykanach, że walczą na każdym froncie, skąd to się bierze i dlaczego ludzie tak chętnie idą do wojska? A może ... trafiona propaganda? Weterani w USA mają status królewski, na widok żołnierskiej czapki ludzie salutują, wypowiadają zdania typu "dziękujemy Ci za służbę", żołnierze wchodzą bez kolejki do urzędów, mają nawet swoje miejsca parkingowe obok tych dla rodzin i niepełnosprawnych osób. Sklepy, salony samochodowe, banki i inne instytucje oferują żołnierzom niespotykane rabaty, ulgi, komfortowe warunki. Żołnierz to w Ameryce kult, rodzice żołnierzy to przykład dobrego wychowania, szanowani członkowie swoich społeczności. Po co to wszystko? Żebyś wiedział, że jak Ci w życiu nie wyjdzie, to zawsze możesz iść do armii i być powszechnie szanowanym.


To co mnie przeraża to podejście społeczności amerykańskiej do armii i aktywności zbrojnej USA na świecie. Oni autentycznie od małego uczeni są, że Ameryka działa na tylu frontach bo misją tego kraju jest szerzenie pokoju na świecie!! Kiedy słucham przemowy jakiegoś generała czy nawet prezydenta to czasami czuję się wręcz zszokowany. I w społeczeństwie mocno widać ten kult żołnierza. Oni wierzą, że ich bliscy i przyjaciele lecą na front szerzyć pokój, to jest tak normalne i prawdziwe dla nich jak to, że rano wstaje słońce. Oni są zaprogramowani na takie myślenie, bo ... właśnie, cały ten splendor wokół armii brzmi jak propaganda. Jeśli nie wierzycie, zobaczcie sobie kompilację reklam Amerykańskiej Armii:



Znowu pytanie, po co te reklamy? Po to, żeby tych, którzy siedzą w domu przed TV i nie mają pieniędzy zachęcić do zaciągnięcia się do wojska. Zobaczcie tylko jakie wartości przekazują te reklamy, co obiecują potencjalnych rekrutom. Przerażająca psychologia...


Nie da się przeżyć tygodnia bez jakiejś wzmianki o armii. Finał Super Bowl - myśliwce przelatujące nad stadionem, mecz NBA czy NHL - kamera na żołnierzy oglądających mecz, oczywiście wielkie podziękowanie za służbę wchodzi na ekran telebimu a po hali roznoszą się gromkie brawa. Do tego te reklamy. Wszędzie przewija się temat armii, aż do przesady i niestety trzeba stwierdzić, że sposób postrzegania tego przez Amerykanów jest niepokojący.



ŚMIECIOWY PROBLEM


Cały świat walczy o lepsze jutro dla planety Ziemi, no ... prawie cały. Czasami odnosimy wrażenie, że Amerykanie zupełnie nie przejmują się problemami świata i żyją w swoim hermetycznym świecie jakby nic się nie działo. Ten problem widać między innymi w przypadku tematu śmieci.


Chociaż Green Peace bije na alarm i publikuje zdjęcia ryb uwięzionych w plastikowych torbach czy truchło wieloryba, który w żołądku ma plastikowe beczki i inne śmieci, w Ameryce, dokładniej w Karolinie Północnej na której oczywiście mocno się opieramy, nie wygląda na to aby ktoś się tym specjalnie przejmował. Ilość produkowanego w Stanach plastiku przewyższa wszelkie wyobrażenia. Wyobraźcie sobie, że idziecie do Biedronki, kupujecie 10 produktów i pani za kasą pakuje je z uśmiechem do siedmiu różnych toreb. Jak powiesz, żeby tego nie robiła, bo masz swoją torbę, to spogląda na Ciebie jak na szaleńca - rób co chcesz człowieku, ale idź już sobie. Tak właśnie wygląda pakowanie rzeczy w sklepach w naszej okolicy. Kupując szczoteczkę, pięć bułek, szampon do włosów i bluzkę dostaniesz cztery osobne plastikowe torby. Jeżeli w Walmarcie zwrócisz uwagę, że nie potrzebujesz tylu reklamówek to usłyszysz, że takie są wytyczne, takie były szkolenia i tak musi być. Serio, tyle ile cały świat ratuje i oszczędza w ciągu roku, Amerykanie w tym samym czasie zmarnują trzy razy więcej. To samo tyczy się energii. Elektrownie atomowe wszechobecne po tej stronie świata generują energię tanią jak barszcz, przez co praktycznie żaden sprzęt gospodarstwa domowego nie przeszedłby kontroli jakości na europejskim rynku. Wspominaliśy zresztą, że nasze poprzednie mieszkanie zużywało tyle energii w ciągu miesiąca ile nasz dom we Wrocławiu w ciągu 8 miesięcy.


Niestety nie można powiedzieć, żeby Amerykanie wspólnie łączyli się z resztą świata w walce o lepsze jutro. Przynajmniej nie w NC, a podejrzewam, że podobnych stanów jest jeszcze więcej.



Takie są nasze pierwsze przemyślenia na temat europejskich mitów i faktów odnośnie Stanów Zjednoczonych. A co Wy o tym sądzicie? Zapraszamy do dyskusji.



0 wyświetlenia
  • Czarny YouTube Ikona

AMERICAN STORIES @ 2018