Gdzie się podziała normalność?



Ostatnio męczy mnie przekonanie, że im więcej grzebię w social media w poszukiwaniu jakichś inspiracji, tym bardziej zaczynam się zniechęcać. Przeglądam setki pięknych profili, czytam rzędy dopieszczonych opisów ale ciągle to nie jest to, co rozpaliłoby ogień i dodało gazu. Jest coś męczącego w tym całym pięknym i cudownym świecie internetu, gdzie wszystko wszystkim się udaje. Myślę, że głównym jego grzechem jest presja na bycie absolutnie wyjątkowym, przez co zanika w tym wszystkim kontakt z rzeczywistością.



Be unique or die tryin'



Żyjemy w czasach, w których wyjątkowość stała się sprawą absolutnie konieczną. Social media rozwiązały wiele z naszych problemów i sprawiły, że niemal wszystko stało się możliwe do osiągnięcia, a każda tajemnica i sekrety cudownego życia mamy pod naszymi palcami na ekranie telefonu. To spory postęp oczywiście i płynie z tego rzeka dobrych rzeczy, ale wraz ze wszystkimi cudami internetu staliśmy się również bardziej zgorzkniali, przerażeni, zestresowani i popadliśmy w wielowymiarową depresję, którą dodatkowo nauczyliśmy się skrzętnie chować przed światem. Wszystko myślę przez brak odpowiedniego balansu. Każdego dnia jesteśmy miażdżeni tysiącem nowych informacji, które zwykle prowadzą do tych samych wniosków - albo czegoś nam w życiu brakuje albo coś jest z nami nie tak. Patrzymy na popularne profile, porównujemy to z naszym obecnym życiem, a następnie chowamy głowę w ręce i głęboko wzdychamy nad naszym marnym losem.


No bo jak mogłoby być inaczej? Każda reklama mówi nam, że jeśli kupimy daną rzecz to będziemy lepsi, bardziej szanowani, wzbudzimy skrajne emocje. Ten samochód przyciągnie wzrok całej ulicy, ten perfum wzbudzi pożądanie, a kupując ten telewizor zobaczysz świat w niespotykany dotąd sposób. Przeglądamy te piękne i dopieszczone feedy w social media, zdjęcia na których ludzie są piękni, uśmiechnięci, pełni energii, dobrze ubrani, do tego osiągają same sukcesy, podejmują tylko dobre decyzje, a każdy dzień z ich życia to strona z bajki, którą sami chcielibyśmy przeżyć. Myślimy sobie: "k!#%a, skąd oni mają tyle energii i czasu???". I to nie jest odosobniony przypadek, to są tysiące przykładów z przeróżnych światów. Oni nie mają takich problemów jak my, nie są leniwi, zmęczeni, przytłoczeni ilością zwykłych rzeczy do zrobienia, które piętrzą się każdego dnia. Skoro oni sobie z tym wszystkim radzą i prowadzą tak wspaniałe życie to w takim razie z nami bankowo coś jest nie tak, bo mamy wrażenie, że od tych ludzi dzieli nas przepaść. Nasze życie jest... normalne i zwykłe, a to co normalne jest zwyczajnie nudne, smutne i nikt się tym nie interesuje.


Normalność to wada. Śledząc social media mam wrażenie, że uczymy się być permanentnie niezadowoleni z życia i non stop wymagać od siebie więcej. Ciągle porównujemy nasze standardy z tym co widzimy w sieci, stawiamy sobie cele, które zupełnie mijają się z tym czego naprawdę potrzebujemy i zaczynamy robić rzeczy, które nawet mimo tego, że mają powszechnie rozumiany sens czy są też odbierane jako godne podziwu, nie przynoszą nam żadnej ulgi. A powód jest prosty - nie są tym co naprawdę nas interesuje, mijają się z naszymi osobistymi potrzebami. Nie ma tej esencji, nie ma satysfakcji, coś tutaj nie gra. Niby wymyśliliśmy coś dla siebie, ale męczymy się niemiłosiernie podczas realizacji. Miał być piękny lot a są wertepy, muł i szlam pod nogami. Coś musi być z nami nie w porządku...


Tylko, że prawda jest prosta jak słup - na co dzień życie jest nudne i mało ciekawe. Codzienność to zwyczajne obowiązki, sporo poświęceń i nieustannej roboty, której nie da się dobrze zaprezentować na pięknych zdjęciach na pięknym profilu. Obrazy z internetu mówią do ciebie - musisz mierzyć wysoko, bo inaczej zostaniesz zdeptany. Musisz mieć cele, które otwierają gęby wszystkim dookoła, inaczej nic one nie znaczą i są po prostu słabe. Presja, presja, presja. Nieistotne co tam sobie myślisz i co lubisz - masz robić to co będą lubieć inni albo przegrywasz życie! Moje życie to pasmo samych cudów, więc zajrzyj do mnie, niech ten wypucowany feed ściśnie cię w żołądku z zazdrości. Tak więc ludzie słuchają, czytają i postanawiają szukać swojej wyjątkowości, polując często na rzeczy niemożliwe do osiągnięcia. Do głowy wkrada się przekonanie, że każdy dzień musi być eksplozją cudów, każda wolna chwila wielkim doświadczeniem i nie ma zwyczajnie czasu na marnowanie życia, a przyziemne sprawy i codzienne obowiązki w ogóle nie istnieją.


I działa to dwubiegunowo. Z jednej strony trwają poszukiwania drogi do wielkiego szacunku i podziwu. Trzeba znaleźć coś totalnie odjechanego, wyjątkowego, czegoś co wybije nas ponad szarą chmurę przeciętności. I ludzie robią wtedy szalone rzeczy, które nie zawsze okazują się być mądre czy bezpieczne ale mają spełniać to jedno istotne kryterium - mają być wyjątkowe. Nie ma miejsca na pomyłki, błędy, słabości. Nie ma czasu na przygotowania, musi się dziać tu i teraz, musi być wow, kontrowersyjnie, szokująco, bo tylko takie rzeczy budzą innych z letargu i skupiają chwilowo uwagę. Każdy dzień na być wybitny, każda decyzja najlepsza, każda opinia tą jedyną prawdziwą. A kto się nie zgadza niech spłonie w ogniu przeciętności skoro tego nie rozumie.


Ludzie, którzy nie mogą bądź nie potrafią znaleźć swojego patentu na wyjątkowość według powyższych kryteriów nie zamierzają tkwić w szarej masie nudnych i mało interesujących charakterów i szukają uwagi po zupełnie innej stronie - utwierdzają siebie i innych w przekonaniu, że to oni mają w życiu najgorzej, ale to tak na maksa. Rozmowy o dobrych rzeczach nawet nie wchodzą w rachubę, musi być non stop dramat. Z tych obfitych źródeł, jak się okazuje, również płynie metoda na wyjątkowość - bo po tej stronie zawsze jest pod górkę, jeden rozwiązany problem rodzi dziesięć kolejnych które przygniatają do podłogi, zawsze musi się przydarzyć największy pech i zawsze coś musi być nie tak. Jedna wielka niekończąca się opowieść o wiecznej drodze pod górkę. I to też budzi zainteresowanie, no bo przecież czasem lubimy posłuchać, że ktoś ma gorzej, co nie? Nie martw się, jeśli coś poszło nie tak - ja to dopiero mam prze!#@ane życie, tylko posłuchaj!! W tym miejscu ludzie popadają w stan permanentnego zmęczenia życiem, braku wiary w cokolwiek, zapominają o dobrej stronie dnia. I to rzeczywiście ma znamiona wyjątkowości, a już na pewno wzbudza więcej uwagi niż gnicie we wspomnianej szarej masie, w której nie ma nic specjalnego, nic się tam nie dzieje, nikt nie zwraca na to uwagi. Dlatego część ludzi podąża w stronę tej skrajności, nawet wbrew swoim wewnętrznym przekonaniom.



A może by tak dla odmiany ten jeden raz docenić i pochwalić normalność?



Może warto uświadomić sobie, że życie po prostu bywa nudne i nie ma w tym nic złego. Piękne chwile się zdarzają, ale zwykle dzieli je seria mało interesujących dni bez historii. I to jest w porządku, bo po prostu tak to rzeczywiście wygląda, wszędzie. To jest prawdziwe życie. Paradoksalnie jeśli każdy dzień byłby wspaniały i pełen przygód to jak byśmy dostrzegali te fajne chwile?


Nie jesteśmy w stanie operować na pełnym gazie przez 100% naszego czasu. Nikt też nie jest chodzącym magnesem na kłopoty i nieszczęścia, z góry skazanym na niepowodzenia pechowcem, który porażkę ma wpisaną w geny. Życie jest czasami do dupy i tyle, i już po wszystkim. Bywa, że nawet nie mamy nad tym zbytnio kontroli. To są fakty, które można tuszować filtrami czy opisami, wmawiać sobie że musi być inaczej, ale one nadal będą obecne. Ignorowanie prawdy o tym, że życie jest szerokim spektrum przeróżnych emocji i nie da rady wybierać sobie tylko tych fajnych, a do tego jeszcze bywa czasem jałowe i mało interesujące, prowadzi do kłopotów, które odbijają się rykoszetem na naszym samopoczuciu. Umiemy zarządzać radością i innymi dobrymi emocjami, ale czy radzimy sobie z tymi mniej fajnymi? One przyjdą, prędzej czy później. I wtedy dopada nas chandra, zwrcamay się przeciwko sobie i biczujemy się twierdząc, że nie robimy zbyt wiele, brakuje nam ambicji, jesteśmy leniwi i beznadziejni. A wszystko przez to, że nazbyt ufamy internetowym profilom i reklamom, które wręcz krzyczą "zobacz tylko jak ch!#@owe jest twoje życie!". A potem szybki rzut oka na własną egzystencję i dramat - "ja p!$#@dole, no rzeczywiście, oni mówią prawdę, jest beznadziejnie..."



A przecież normalność też jest w porządku.



Czasami idziemy ulicą i wszystko jest fajne, chce się żyć i dzieje się to bez żadnego konkretnego powodu. I nie da rady zrobić zdjęcia żeby oddać potęgę tego momentu. Wystarczy dobra kawa, wymiana uprzejmości z nieznajomym, trochę słońca czy chwila relaksu na ławce w parku. Są momenty kiedy najzwyklejsze w życiu zajęcie pochłonie nas na długie godziny i da w rezultacie mnóstwo satysfakcji i poczucia spełnienia. Ale kto chciałby słuchać o koszeniu trawnika, robieniu na drutach czy klejeniu modeli statków? Jeśli tak myślisz to zadaj sobie pytanie pomostowe - po co w ogóle tym się przejmować? Czasami nie mamy siły podnieść się z łóżka, odpalamy serial i zamawiamy pizzę na telefon i marnujemy cały dzień, przypadkowo w międzyczasie odpalamy social media, wpadamy na jedno zdjęcie i męczy nas poczucie winy, bo ktoś tam zapostował że skacze ze spadochronu, a przecież wczoraj odpalał paralotnię. Ale pizza i film też jest w porządku, kogo niby ma obchodzić to, że ktoś tym gardzi? Bywa, że poprzedniego dnia wypijemy za dużo i nie wstaniemy o 4 rano jak opisywani na forach ludzie sukcesu, tylko zwleczemy się po południu, zastanawiając się czy robić śniadanie czy może już czas na obiad, pijąc przy tym łapczywie szklankę zimnej wody. W tym samym czasie przy porannej prasie post od trenera personalnego strzeli nam prosto w ryj - "8 rano, ja po treningu, a Ty co zrobiłaś dla siebie dzisiaj?". Nic k!#@a, jajecznicę z boczkiem i mocną kawę i jest fajnie. Jesteśmy zupełnie normalni, mamy normalne, zwykłe życie, zwykłe problemy, uszczęśliwiają nas proste, przyziemne sprawy i tak toczy się większość naszego czasu. Pomiędzy tymi zwykłymi momentami dzieją się czasem rzeczy niesamowite, które dodają sił i życie jest piękne. Ale potem znowu wszystko wraca do normy, jest nudno i przeciętnie. A potem znowu zryw z kopyta itd. Bywa, że osiągamy ponadprzeciętny sukces, sprawdzimy się w danej dziedzinie, ale też może być tak, że w niczym tak naprawdę nie czujemy się mocni. Innymi słowy nie przejawiamy żadnych wybitnych talentów, które zwróciłyby na nas szczególną uwagę. I to też jest, k!#@a, w porządku, bo nie jesteśmy w stanie być wybitni w każdej jednej dziedzinie. Ba, w ogóle nie musimy być wybitni! Jedyne co musimy to musimy wiedzieć, jak być sobą.



Będę chwalił normalność.



Normalność jest fajna, dobra i zdrowa. Chcę wieść swoje proste i normalne życie, nie chcę za to imponowac innym, realizować ich cele czy ambicje, czując się przy tym pustym i zmęczonym. Nie chcę roztrząsać przeszłości, zastanawiać się non stop co mogłem zrobić lepiej a czego nie powinienem robić w ogóle i co sprawiło, że nie jestem tak ciekawy jak inni. Nie chcę też warunkować swojego dobrego samopoczucia od rzeczy, które muszą się wydarzyć w przyszłości żebym mógł wreszcie powiedzieć, że czuję się szczęśliwy, bo ktoś powiedział, że to możliwe tylko jeśli zrobię X, zobaczę Y, kupię Z. Tak naprawdę już teraz mam ku temu wiele powodów, nawet jeśli dla świata są one zupełnie obojętne i mało znaczące. I to jest w porządku, bo najważniejsze jest to ile to znaczy dla mnie i tylko dla mnie. Biorę to co mam, nie rozmyślam zbyt głęboko, doceniam obecny moment i ode mnie tylko zależy w jakich okolicznościach będzie przebiegał mój dzień. Czuję spokój i jest dobrze.


Jesteście w porządku tacy jacy jesteście i naprawdę nie potrzeba wam niczego więcej. Lubimy czytać i słuchać co tam u was, co robicie, co was interesuje. Nawet nie bierzemy pod uwagę tego, żeby was jakkolwiek oceniać czy rozliczać z waszych zainteresowań. Bywa, że robi sie przykro kiedy ktoś przyzna, że ogólnie to wstydzi się rozmawiać otwarcie o swoich pasjach tylko dlatego, że wydaje mu się, że to nic nie warte, śmieszne, żenujące. Należy zadać sobie pytanie skąd w ogóle biorą się u nas takie myśli? Kto przekonał nas do tego, że pewne rzeczy przynoszą wstyd? Kto wmówił nam, że istnieje jakaś hierarchia tego co jest lepsze, a co gorsze? Kto w ogóle miałby o tym ostatecznie decydować!? Co takiego zbudowało nasze wewnętrzne przekonanie, że jesteśmy jakkolwiek gorsi czy słabsi? Myślę, że w wielu przypadkach dojdziecie do konkluzji, że to nie są wasze wybory i nic też na to nie wskazuje. A im częściej przeglądam social media i łapię się na tym niewygodnym uczuciu to coraz lepiej zdaję sobie sprawę skąd moga płynąć podobne przekonania i skąd bierze się porcja mniej fajnych emocji. Mój świat jest jaki jest i to jest absolutnie w porządku. Są w nim piękne chwile, ale również nuda i monotonia. I to jest właśnie prawdziwe. To jest dla mnie warte podziwu.


Ostatnie posty

Zobacz wszystkie