top of page

Nie ma hype'u na Mundial

  • 8 godzin temu
  • 6 minut(y) czytania

mistrzostwa świata mundial

Jeżeli jeszcze nie wiecie, to osobiście jestem wielkim fanem piłki nożnej i na wydarzenia takie jak Mistrzostwa Świata wyczekuję zwykle z niecierpliwością. Dla fana sportowego nie ma nic lepszego niż okrągły miesiąc imprezy z meczami niemal każdego dnia, wielkie obserwowanie faworytów, długie dyskusje o niespodziankach, wielkich pojedynkach czy o nowych gwiazdach, które zaświeciły jasno na turnieju. Czas leci szybciej, jakoś tak człowiekowi przyjemniej na duszy, życie się kręci.


Do tegorocznego Mundialu podchodzę jednak z lekką rezerwą, z kilku powodów. Przede wszystkim nie podoba mi się nowa formuła gdzie na zawody przyjeżdża aż 48 zespołów - uważam osobiście, że nieustanne zwiększanie liczby uczestników psuje prestiż imprezy. Dodatkowo polska reprezentacja zawiodła i nie zdołała zakwalifikować się do turnieju, więc nie ma komu kibicować tak szczerze, od serducha (poza USA). Wreszcie wszystkie te dyskusje i kłótnie online na temat chciwości Ameryki, horrendalnych cen biletów na mecze, wywindowanych kwot za hotele czy parkingi, co pozostawiało trochę niesmaku. Gdzieś te wszystkie aspekty mieszały się w taki mało przyjemny koktajl, ale to jest zupełnie do przełknięcia dla każdego fana piłki nożnej. W końcu to nadal Mistrzostwa Świata, a dodatkowo jestem przecież na miejscu, w samym sercu wydarzeń.



Czy Stany Zjednoczone + Mundial = Big Soccer Love?


Byłem niezwykle ciekaw tego jak to piłkarskie święto obchodzić będą Amerykanie, którzy przez lata patrzyli na "soccer" z dystansem. Od ostatnich, pamiętnych Mistrzostw Świata w Stanach Zjednoczonych minęły 32 lata i mnóstwo zmieniło się po drodze. Był to dla mnie szczególny turniej ponieważ to były pierwsze zawody, które obserwowałem jako w pełni świadomy fan piłki nożnej. To było coś niesamowitego, a legendarne już "Mamma mia, Roberto!" nadal wybrzmiewa w głowie, razem z obrazem piłki, którą włoska supergwiazda Roberto Baggio posyła nad poprzeczką w finałowym rzucie karnym. Dla Amerykanów był to bezpośredni wgląd w sport, który chociaż dla nich mało istotny, to otworzył im oczy na piękno tej dyscypliny i zapoczątkował - jakby nie patrzeć - ogromne reformy i rozwój piłki nożnej w kraju. Pamiętajmy, że za tamtych czasów w USA strzelano karne biegnąc z piłką ze środka boiska w stronę bramki :)


Finalnie, turniej odbywa się też dokładnie podczas obchodów 250-lecia Stanów Zjednoczonych, więc z jakiegoś powodu miałem przekonanie, że będzie z tego uczyniona ogromna pompa. W końcu wszyscy mogliśmy przekonać się gdzie stoi prawowity "futbol" na mapie amerykańskich sportów.



Cóż, prawda jest taka... że wygląda to jakby mało kogo obchodziły tutaj Mistrzostwa Świata w piłce nożnej


mistrzostwa świata w piłce nożnej
Mundial w 1994 roku, stadion w Orlando, piękna atmosfera i mnóstwo kibiców na trybunach

Mundial startuje jutro, tymczasem piłka nożna i cały turniej przewijają się przez wiele mediów jako ciekawostka, a nie main event. Większy hype i ogólne zainteresowanie generowały chociażby zapowiedzi ostatnich Igrzysk Olimpijskich. I uwierzcie mi - Amerykanie potrafią w hype jak mało kto, obserwuję to każdego roku przy innych okazjach (szczególnie przy SuperBowl).


W Stanach Zjednoczonych nie ma jednak piłkarskiej gorączki, nie ma pompowania emocji, nie ma nadgorliwej promocji sportu, są tylko skrawki informacji i jakieś tam rzuty serii ciuchów w niektórych sklepach (w tym np ciuchy z barwami reprezentacji Włoch, która nawet nie gra w turnieju - ale to tylko mały szczegół). W Nowym Jorku do tej pory panowała cisza, w mieście ciężko o jakieś happeningi zwiastujące wielką imprezę - tu i tam pojawi się jakiś plakat, reklama, informacja na witrynie sklepu czy na budynku gdzieś po drodze na jednej z alei Manhattanu. Poza tym "Wielkie Jabłko" żyje jak zawsze i z nadchodzącej imprezy - której finału dodatkowo będą gospodarzami - niewiele sobie robi. Oczywiście w trakcie trwania turnieju przewidziane jest kilka atrakcji, ale przy takim rozmiarze imprezy jest to wręcz absurdalne, że zapowiedzi są praktycznie żadne. Podobna sytuacja - z tego co można zaobserwować w mediach - ma miejsce w innych miastach, nawet w tych, gdzie będą rozgrywać się mecze.


Oczywiście cała Ameryka obserwuje obecnie finałowe starcia ligi NBA i NHL, więc nie ma co się dziwić, że to jest głównym tematem dyskusji, ale szczerze myślałem, że takie ogólne promowanie i zapowiedzi MŚ będą odbywać się z większą pompą i nakręcą mieszkańców na miesięczny festiwal piłkarski w taki sam sposób, jak ma to miejsce w przypadku innych imprez. Tymczasem wszystko to takie jakieś... mizerne. W porównaniu z pamiętnymi Mistrzostwami Europy w Polsce i jak to wyglądało "u nas" to hype na Mundial w Stanach Zjednoczonych jest naprawdę żaden. Nawet jakoś tak sama reprezentacja USA nie jest specjalnie promowana - oczywiście występuje w reklamach tu i tam, ale no... brakuje temu wszystkiemu werwy. Nikt nie spodziewa się rzecz jasna, że zostaną mistrzami świata, ale zwykle każdy inny "team USA" promowany jest przed turniejem z ogromnym polotem.



Jakiś tam soccer...


mistrzostwa świata w piłce nożnej
Czy to możliwe, że 32 lata po pamiętnych i doskonałych Mistrzostwach Świata nic się nie zmieniło w podejściu Amerykanów do tego sportu?

Jestem szczerze zawiedziony, ponieważ odkąd mieszkam w Stanach Zjednoczonych to obserwuję co się dzieje w tym temacie i mam wrażenie, że piłka nożna coraz śmielej dostaje się do świadomości Amerykanów i złapała już odpowiednią trakcję. W mojej okolicy, która przecież jest bardziej country i nie powinna mieć do czynienia z niczym poza hokejem i NASCARem - można zaobserwować całe rzesze dzieciaków, które trenują soccer i szczerze na boiskach częściej widać młodzież kopiącą piłkę nogami niż biegającą w całym ekwipunku futbolisty czy odbijającą piłkę do koszykówki. Zawodowa liga MLS też przestała być tylko kierunkiem na emeryturę, a do zespołów trafiają coraz lepsi zawodnicy, którzy podnoszą prestiż meczów i całej federacji. Na ulicach miast przechadzają się ludzie w koszulkach klubów piłkarskich, więc oczywistym jest, że świadomość sportu istnieje. Poza tym stacje transmitujące pojedynki futbolowe minionego sezonu - szczególnie te z topowych lig Europy - generowały wyświetlenia, które stawiały soccer na trzecim miejscu w rankingu najchętniej oglądanych sportów w USA - zaraz za futbolem amerykańskim i koszykówką, więc wszystko zdawało się sugerować, że Ameryka jest gotowa na najpopularniejszy sport na świecie, a nadchodzący Mundial będzie momentem przełomowym i finalnym wejściem Ameryki do swiata piłkarskiej pasji.


Tymczasem na moment przed startem MŚ jestem zwyczajnie rozczarowany tym jak zignorowano tą imprezę. Spodziewałem się, że Ameryka wystawi wielkie show i zrobi z tego historyczny event, ale chyba nic z tego. Bo nie ma dla kogo. Być może szykowane są jakieś niespodzianki, być może to wszystko będzie wyglądać wspaniale i przeżyjemy wyjątkową imprezę, ale to są tylko ciche życzenia, które być może zrekompensują ten blady do tej pory klimat.



Ostatnia nadzieja w samej imprezie


mistrzostwa świata w piłce nożnej mundial
Miejmy nadzieję, że jak w 94 roku, Mistrzostwa Świata będą wielkim i niezapomnianym widowiskiem

Oczywiście myślę sobie, że to się może zmienić, kiedy tylko ruszy turniej, a Amerykę zaleją miliony sympatyków piłki nożnej. W 1994 roku piłka nożna była totalnie nieistotnym sportem, a jednak cała impreza była pełna fajerwerków, widowiskowa i miała niesamowity klimat. Być może energia przyjezdnych i ich miłość do tego sportu sprawią, że Amerykanie chociaż trochę poczują "piłkarską gorączkę" i zrozumieją, dlaczego futbol uznawany jest za najwspanialszy sport na świecie, a niektórzy traktują go jak religię. Być może złapią bakcyla i dadzą się porwać emocjom podczas zawodów - przy okazji odkrywając, że jeden mecz nie musi trwać cztery godziny, z czego trzy poświęcone na reklamy :) Być może wszystko będzie inaczej. Być może...


Ale z drugiej strony mam też jakieś obawy, że Amerykanie może wcale nie chcą na siłę promować piłki nożnej. Amerykańskie sporty mają trochę inną filozofię, a kluby rywalizujące w czołowych ligach w USA funkcjonują na trochę innych zasadach. Wokół NHL, NBA, MLB czy NFL krążą monstrualne pieniądze i nie sądzę, żeby właściciele największych klubów chcieli dzielić się tymi zyskami z przedstawicielami kolejnego sportu, a tym bardziej takiego, który po pierwsze nie jest czysto amerykański, a po drugie Stany Zjednoczone nie są w nim wielkim graczem. To jest oczywiście moja osobista "teoria spiskowa" ale naprawdę ciężko mi zrozumieć tą ospałość, która towarzyszy tak wielkiej imprezie na kilka dni przed jej rozpoczęciem.



Cóż, może liczyłem na zbyt wiele i czuję trochę niedosyt. Mundial będę śledził jak każdy inny i mam nadzieję, że będzie to wybitny turniej pełen niezapomnianych momentów, a moje obawy co do ilości zespołów na turnieju szybko zostaną zweryfikowane jakimiś szokującymi rezultatami i sportowymi sensacjami. Może trochę przeceniłem prestiż tej imprezy dla samych Amerykanów. Może Ameryka ma pozostać unikatowym królestwem NFL czy NBA, jak do tej pory. Pożyjemy, zobaczymy, a w międzyczasie zamierzam cieszyć się tym futbolowym świętem.


Jeżeli czytacie to i jesteście w innych częściach Stanów Zjednoczonych, podzielcie się swoimi wrażeniami z tego jak wyglądają przygotowania do MŚ. Tymczasem, bądźcie zdrowi!

Komentarze


SUBSKRYPCJA

Wypełnij poniższą formę i bądź z nami na bieżąco!

AMERICAN STORIES
est 2018

  • X
  • Facebook
  • Instagram
bottom of page