Tytani / na rocznicę zamachów 11 września 2001

Zaktualizowano: 11 wrz 2021


Ground zero Nowy Jork Manhattan wtc

Odkąd usłyszałem to jedno proste zdanie tak teraz zawsze w ten dzień myślę o konkretnej osobie i wszystkich, którzy znaleźli się w podobnej sytuacji. Byłem zupełnie nieprzygotowany na to żeby dowiedzieć się czegoś takiego. Uderzyło to we mnie tak mocno, że przez kilka dobrych chwil siedziałem i nie potrafiłem wypowiedzieć żadnego słowa. Pamiętam tylko ten głęboki wzrok skupiony na mnie i wybrzmiewające z ust słowa:



"I am 9/11 survivor [...]"

Kiedy ta osoba opowiadała mi o szczegółach tego dnia siedziałem w ciszy i kiwałem z niedowierzaniem głową. Każdy szczegół z tej rozmowy wyrył się w mojej głowie jak w granitowej skale. Zupełnie normalny poranek jak każdy inny, szybkie śniadanie w domu, kawa ze Starbucksa w drodze do pracy, droga na dolny Manhattan przez zatłoczone miasto, wjazd windą na najwyższe piętra jednej z bliźniaczych wież World Trade Center. Na samym szczycie piękna panorama Nowego Jorku, znajome twarze przy biurkach i zupełnie normalna atmosfera. Wystarczyła chwila, ułamek sekundy żeby ten pozorny spokój zamienił się w prawdziwy koszmar. Moja bohaterka miała tyle "szczęścia", że pracowała w wieży która oberwała jako druga. Mówiła, że krzątała się po budynku kiedy usłyszała straszny huk i zatrzęsło fundamentami biura. Przez okno widać było jak kłęby dymu wydobywały się z drugiego budynku a kawałki szkła i konstrukcji leciały bezwładnie w dół. Początkowo wszyscy zamarli nie rozumiejąc do końca co się wydarzyło. Później zaczął się chaos. Podczas gdy część ludzi w panice zaczęła opuszczać piętra i uciekać z budynku przez głośniki nadawano komunikat o nieszczęśliwym wypadku i sugerowano żeby pozostać na swoich miejscach w spokoju. Kto by pomyślał co się może za chwilę wydarzyć...


Ona postanowiła ewakuować się z budynku, zbiegała w popłochu schodami razem z innymi spanikowanymi pracownikami WTC. Kiedy była już prawie na parterze usłyszała kolejny huk i poczuła prawdziwe trzęsienie ziemi. Tym razem to w jej budynek uderzył samolot pasażerski...


Z opowiadania wynika, że nie sama ucieczka była najgorszym momentem całej tej historii. Podczas tych kilkunastu minut kierowało nią tylko pragnienie przeżycia a stres i adrenalina zupełnie zablokowały wszelkie inne myśli. Później była już tylko niemoc i rozpacz kiedy jedna i druga wieża runęły w dół i zniknęły w kłębach dymu. Wyobraź sobie, jeszcze że chwilę temu byłeś w pracy gdzieś na szczycie drapacza chmur, konstrukcji zbudowanej z milionów ton materiałów, ponad sto pięter miejsc pracy, kilka tysięcy regularnych użytkowników biur. I nagle tego kolosa nie ma już na panoramie Manhattanu. Serce pęka.


To co zrozpaczyło naszą bohaterkę najbardziej był fakt, że jej współpracownicy zostali w biurze. Jak się później okazało samolot wbił się w piętra na których codziennie spędzała większość swojego czasu. Jej współpracownicy i przyjaciele stracili życie. Ich rodziny straciły mężów, żony, dzieci. Ci ludzie nie wrócili już do domu i to była najcięższa do zaakceptowania część całego tego dramatu.


Jestem pogrążony w myślach o osobach, które były uczestnikami tej tragedii. Wszędzie mówi się o tym, że ten dzień 11 września całkowicie zmienił nasz świat. Ale skoro my - w większości obserwatorzy z pozycji fotela i ekranu telewizji - zostaliśmy tak poruszeni, to jaki ciężar doświadczeń muszą nosić ludzie którzy przeżyli ten zamach na własnej skórze? Co muszą myśleć ludzie którzy pożegnali swoich partnerów, rodziców czy dzieci i zupełnie nieświadomi niczego zajmowali się swoimi rzeczami? Co myślą sobie ludzie którzy tego dnia wszczęli niepotrzebną kłótnię i już nie mieli okazji na porozmawiać o tym na spokojnie? Jak wrócić do normalności i wciąż wierzyć że świat jest w porządku kiedy przeżywa się taki dramat? Skąd wziąć siły żeby podnieść głowę i dalej iść przed siebie, dbać o bliskich, spełniać marzenia? To jest ciężki bagaż na całe życie i nic już z tym nie zrobisz. Dlatego dla mnie wszyscy Ci ludzie są tytanami i brak mi słów żeby wyrazić swój szacunek za to, że chcą żyć i mimo wszystko wierzą że ten świat jest dobry.


Patrzyłem w oczy mojej bohaterki - bije z nich ciepło, dobroć, to wspaniały i ciepły człowiek. Jednocześnie szukałem w jej oczach namiastki tego wzroku, który obserwował cały ten dramat z pierwszego rzędu. Nie wiem, może chciałem zauważyć strach, przerażenie, poczuć chociaż namiastkę tego co ona żeby zrozumieć rozmiary traumy jaką musi dźwigać. Gdybym mogł to pewnie zasypałbym ją pytaniami o najdrobniejsze szczegóły z 11 września 2001 roku, ale bałem się, że zupełnie nieświadomie rozdrapię jakieś niepotrzebne rany. Nie chciałbym przysparzać więcej cierpienia. To była dla mnie szokująca rozmowa, o której nie mogę zapomnieć. Niestety to wszystko działo się naprawdę...

Nowy Jork się nie poddaje, tak mówią. Plac na którym stały dwie wieże World Trade Center to teraz święte miejsce na mapie Manhattanu, które z jednej strony przypomina o ogromnej tragedii, a z drugiej daje ludziom siłę i wiarę w to, że ten świat jest dobry. Ground Zero i nowy budynek 1WTC to takze sygnał że terroryzm i brutalność nie pozbawią tego świata wiary w lepsze jutro. My z tego miejsca czerpiemy ogromną inspirację i energię do tego żeby pomimo wszelkich przeciwności jakie nas spotykają iść do przodu i wierzyć że świat może być lepszy i warto o to nieustannie walczyć.


Wszystkiego dobrego.

333 wyświetlenia2 komentarze

Ostatnie posty

Zobacz wszystkie