Washington DC - jak wygląda stolica Ameryki? cz.2



No dooooobra,


Waszyngton to naprawdę ciekawe miasto. Nie była to jeszcze moja wymarzona Ameryka, ale bez wątpienia stanowi interesujący kierunek podróży. Nie sugerujcie się teoriami, że miasto blednie przy splendorze, nie wiem, Nowego Jorku, bo tutaj też jest co zobaczyć, a i przyjemnie spędzić weekend. Poza tym to nieco inne światy. Anyway, warto było przespacerować niemal 50km i przyjrzeć się DC z bliska. Pośród mniej i bardziej znanych punktów na mapie są dwa takie, które urzekły mnie w szczególny sposób.


Pierwszy heavy drop spadł na mnie kiedy późną nocą trafiliśmy pod memoriał Lincolna. Za dnia nie było sensu pchać się pod budynek, bo ludzi było jak mrówek, ale za to przed północą była tam w zasadzie tylko policja. Pięknie - cała komnata tylko dla mnie, prawdziwa sesja VIP, jak otwarcie po godzinach dla specjalnego gościa. Tej nocy znaleźliśmy się tam w sumie z przypadku, bo musiałem rozchodzić wciągnięte w China Express "koryto", które było obłędnie pyszne. Wzięliśmy więc kilka butelek wody i ruszyliśmy przejść się ulicami DC no i los sprawił, że będąc w pobliżu memoriału Lincolna daliśmy tej atrakcji drugą szansę.


powody wieczornego obżarstwa w Waszyngtonie part 1

powody wieczornego obżarstwa w Waszyngtonie part 2

"no to lecimy tejjj!"


LINCOLN MEMORIAL


Skoro już tak pięknie świecił się z daleka, poszliśmy w jego stronę. Na pierwszy rzut oka nic szczególnego - z zewnątrz budynek przypomina greckie świątynie z podręczników historii, kwadratowe to, filary jakieś, wysokie schody itd. Przy podejściu bliżej i po wejściu po schodach sytuacja zaczyna ulegać zmianie - powoli odczuwasz w powietrzu coś tajemniczego. Za wysokimi schodami, muskularnymi kolumnami, wewnątrz głębokiej kaplicy siedzi sobie gość na prymitywnym fotelu, pogrążony w myślach, spoglądający z powagą na zjawiających się u jego stóp ludzi. Głuche echo kroków przypomina Ci o rozmiarach miejsca, a wyżłobione w ścianach zapiski wyglądają jak pamiętniki spisywane ostrym końcem szczoteczki w więziennej celi, trwałe i nieśmiertelne. Z twarzy Abraham Lincoln wygląda na podeszły już wiek, na rysach jego twarzy przygrywają nuty zmęczenia i strudzenia życiem. Stojąc przed pomnikiem człowiek czuje się malutki. Tam oto siedzi on - wielka postać, historyczna, legendarna, prawdziwy amerykański lider. Oto ten, który głosił współczesnemu światu, że wszyscy są równi i wolni, że nikt nie ma prawa odbierać drugiemu człowiekowi jego podstawowych praw, że życiową misją powinno być dbanie o to, aby wolność rozprzestrzeniała się wszędzie i zarażała każdy zakątek globu. Pomnik jest fenomenalny, olbrzymi, postać Lincolna i zachowana w marmurze mowa jego ciała wyrażają więcej niż tysiąc słów. Można wpatrywać się w tę postać przez długi czas i popaść przy tym w głęboką zadumę. Masz uczucie, jakby w Twojej głowie rozpoczynała się gonitwa myśli, gdzieś zaczynasz rozumieć sens tych słów na ścianach, które mają swoje odzwierciedlenie na wykutej dłutem facjacie, a szczególnie w tych przemęczonych oczach. I nagle czujesz, że jesteś tylko Ty i ten olbrzym na fotelu, który patrzy na Ciebie twardym wzrokiem, może nawet lekko ocenia, wyzywająco pyta o to jakim jesteś człowiekiem, czym go przekonasz do swojej aprobaty. Jest poważny, niewzruszony ... i słucha. Magiczny moment. Jeżeli kiedykolwiek zechcesz zobaczyć ten pięciometrowy pomnik Abrahama Lincolna, polecam zrobić to późną nocą, tak żeby być z tym doświadczeniem sam na sam, żeby móc przystanąć i poczuć chłód marmuru, ogrom tego miejsca, emocje krążące gdzieś w powietrzu. Dodatkowym bonusem będzie przepiękny widok na pomnik Waszyngtona, który dumnie rozświetla stołeczne niebo.



Lincoln Memorial / źródło: Wikimedia.org








9/11 MEMORIAL, PENTAGON


Drugim miejscem, które zapadło mocno w mojej pamięci, był 9/11 Memorial przy Pentagonie. Po raz kolejny się powtórzę - na pierwszy rzut oka nic szczególnego. Ale trzeba tam wpaść, usiąść, pomyśleć, żeby poczuć, jak włos jeży się na skórze, a serce zaczyna mocniej bić. K*rwa, Amerykanie potrafią wcisnąć maksimum emocji w swoje projekty! No więc wracamy do początku - memoriał to mini park z ławeczkami i drzewkami, usytuowany tuż pod kratami oddzielającymi teren Pentagonu od miasta. Drzewka jeszcze młode, nie za wysokie, rosną sobie gdzieś pomiędzy ławeczkami. Całość otoczona chodnikiem, wysypana piaskiem. Kolorystyka o tej porze roku nie była zachwycająca, raczej blado, monotonnie, zimno, surowo. Ok, no to robimy kółeczko i spadamy w głąb Arlington, pomyślałem.



Ale nie, poczekaj... Napełnijmy tą zwykłą relację historią i przesłaniem memoriału. Ławek jest 184, tyle ile było ofiar zamachu terrorystycznego na Pentagon z 11 września 2001 roku. Każda ławka ma wyrzeźbione imię i nazwisko ofiary. Setki imion i nazwisk, jedno przy drugim. Pod ławkami płynie woda, w której kąpią się jakieś drobniaki. Wieczorem te małe baseniki rozświetlają światła zainstalowane na dnie, czyniąc piękny efekt "zniczy", których niestety z braku czasu nie było nam dane zobaczyć. Owe ławki ułożone są w równoległych rzędach, a każdy rząd oznaczony jest datą urodzenia konkretnej ofiary. Są rzędy gdzie są tylko dwie ławeczki, są rzędy gdzie te ławki ledwo mieszczą się obok siebie. Ofiary... Wiekowo od 3 do 71 lat -małe dzieci, niemowlaki, młodzi i głodni życia, jak i starsi, doświadczeni ludzie. Zwykli obywatele i zasłużeni dla kraju mundurowi. Wszyscy w tym samym miejscu i w tej samej chwili stracili swoje życie. Sprawdza się tutaj powiedzenie, że na końcu wszyscy są sobie równi. Nikt nie planował ani nie prosił znaleźć się właśnie tam, ale los połączył niemal 200 osób ze sobą. Dane ofiar wyryto w taki sposób, że kiedy jesteśmy zwróceni w stronę Pentagonu to przeczytamy nazwiska tych, którzy zginęli wewnątrz budynku, w który uderzył samolot, natomiast stojąc zwróceni w stronę nieba dowiemy się, kto zginął na pokładzie feralnego lotu AA77, mającego dotrzeć z Waszyngtonu do Los Angeles. Dodatkowo ławki zostały ułożone pod takim kątem, aby odzwierciedlić trajektorię lotu porwanego Boeinga. Sick!


Ławki, ludzie, Pentagon, niebo, trajektoria lotu, no i zaczęło się... Spojrzałem na czyste niebo rozpościerające się nad niską zabudową w otoczeniu i nagle potężny dreszcz przeszył mnie z góry na dół. Na błękitnym niebie wyobraziłem sobie ogromny samolot pasażerski lecący z dużą prędkością jakieś 30-40 metrów nad ziemią, prosto na mnie. Za moment ten kolos uderzy z impetem w budynek, już nikt tego nie powstrzyma, nie odbije, jest za późno... Nie no k*rwa, nie da rady. Usiadłem, odpaliłem przeglądarkę i obejrzałem na szybko filmiki z katastrofy. Zrobiło mi się słabo, spojrzałem raz jeszcze w niebo - tak, jestem właśnie tam gdzie samolot niemal dotykał już ziemi, a ludzie na pokładzie godzili się z ostatnimi myślami w głowie, płakali, krzyczeli, modlili się. Tam między tymi małymi drzewkami, pośród tych ławeczek z imionami i nazwiskami atmosfera zagęściła się niemiłosiernie. To miejsce w jakiś niesamowity sposób pozwala wczuć się w wydarzenia tamtego dnia. Siedziałem na jednej z tych ławek i czułem jak przeszywa mnie dreszcz i jakiś ciężar przygniata mnie do ziemi. Pomyślałem wtedy, że tak właśnie powinien wyglądać hołd dla ofiar. Momentalnie ten skwerek zamienił się w wielki pomnik pamięci, a z pozoru nic nie znaczące elementy stanowiły jedną, ogromną symbolikę. W tamtej chwili chciałem osobiście pogratulować temu, kto to wszystko zaprojektował, bo to prawdziwe mistrzostwo. To, jaką historię opowiada ten kawałek ziemi i jak pozwala ludzkiej wyobraźni zbliżyć się do wydarzeń tamtego dnia, to coś niewyobrażalnego.


9/11 Pentagon Memorial / źródłó http://www.civicartsproject.com

Niestety z różnych przyczyn nie było nam dane uwiecznić zbyt wielu fotografii z tego miejsca, ale dla zainteresowanych powyższym memoriałem zapraszam pod link http://kbas.co/home-3/uncategorized/pentagon-memorial/, gdzie znajdziecie kilka genialnych zdjęć.



Te dwa miejsca najgłębiej zapadły w mojej pamięci po odwiedzeniu Waszyngtonu. Wracając do domu jeszcze długo rozmyślałem o nich i o przesłaniu jakie ze sobą niosą. Proszę Państwa, oby więcej takich atrakcji. Jeżeli podróże mają mnie kształcić w taki właśnie sposób, to ja bardzo poproszę i nie mogę doczekać się kolejnych wrażeń. DC jeszcze odwiedzimy i pewnie nie omieszkam znaleźć się tam raz jeszcze.



0 wyświetlenia
  • Czarny YouTube Ikona

AMERICAN STORIES @ 2018