DMV & Driving License - zdajemy prawo jazdy w USA!

Aktualizacja: 11 cze 2018



Pewnie niejeden raz widzieliście w amerykańskich filmach, jak bohaterowie zdają prawo jazdy w dość podejrzany sposób. Wsiadają do auta, robią dwa machnięcia kierownicą, kręcą kółeczko wokół urzędu. Na koniec parkowanko przy krawężniku i po 10 minutach można jechać w świat z dokumentem w ręce, który w trakcie egzaminu jest już drukowany. Czy tak rzeczywiście jest? Musieliśmy się o tym sami przekonać ... :)



Amerykańskie prawo jazdy - fakty i ciekawostki


First things first. Prawo stanu Północnej Karoliny nie uznaje międzynarodowego prawa jazdy i koniecznie trzeba wyrobić sobie tutejszy dokument, aby legalnie śmigać ulicami. Wychodząc naprzeciw przybywającym tu z odległych krain zastosowano jednak pewien przywilej, a mianowicie można prowadzić auto na "obcym" prawku jakieś 2 miesiące. Po tym czasie, jeżeli jeździsz bez lokalnego papieru, nerwowy szeryf może Cię ukarać grzywną, potem zablokować możliwość prowadzenia auta nawet do roku czasu, przydzielić Ci areszt domowy drogą sądową lub - jeżeli poprzednie metody zawiodły i nadal nielegalnie przemierzać amerykańskie ulice - wsadzić do więzienia na jakiś czas, żebyś przemyślał sobie wszystko i następnym razem podporządkował się obowiązującym nakazom i zrobił ten cholerny dokument :)


Ciekawe jest to, że do zdawania na prawo jazdy można przystąpić jakoby "z ulicy" - nikt nie pyta Cię o żadne odbyte praktyki za kierownicą, godziny z instruktorem, jakiekolwiek przygotowanie. Jak przyjeżdżasz do DMV to znaczy, że jest pełna gotowość. Tylko skąd przygotowanie do jazdy samochodem jeżeli jeszcze nie ma się prawka, hmmmm ?! :)


Inna ciekawostka. Prawo jazdy trzeba zdawać na swoim samochodzie, ale ... nie kupisz tutaj samochodu nie mając amerykańskiego prawa jazdy! Z początku myślałem, że robią ze mnie wariata, ale jak spojrzałem na kamienne miny naprzeciwko siebie to zrozumiałem, że to faktycznie prawda. Możesz pożyczyć od kogoś auto, ale tak czy siak trzeba wykupić ubezpieczenie na ten samochód albo poprosić właściciela auta o tymczasowe dodanie dodatkowej osoby. Innym wyjściem tutaj jest wypożyczenie auta w jakiejś firmie, ale to też ma swoje reperkusje. Zdając prawko na pożyczonym aucie możesz, UWAGA, jeździć tylko autami z wypożyczalni (zwanymi komercyjnymi)! Prawo jazdy posiada konkretny kod na te "zezwolenia" i nie ma że boli, wbijają Ci to w dokument i pozamiatane. No pięknie! My zdawaliśmy egzaminy na samochodzie wypożyczonym od jednej z firm, tak więc historia potoczyła się w ten sposób, że po otrzymaniu prawa jazdy na samochody "komercyjne" musiałem ponownie udać się do DMV i zapłacić 15$ za wyrobienie normalnego prawka. Procedura oczywiście ta sama - dostajesz dokument tymczasowy i po 10 dniach przychodzi już właściwa karta. W pewnym momencie w swoim portfelu miałem 4 prawa jazdy, które zrobiono dla mnie w ciągu miesiąca. Sweet!


Jedziemy zdawać prawo jazdy w USA!

Parking DMV w Fuquay-Varina. Widać, że "państwówka" ... : )


No dobra, jedziemy robić prawko! Jako, że najbliższe nam DMV (skrót od Division of Motor Vehicle), czyli takie ala WORDy na sterydach (bo są i centrum egzaminatorskim, a także instytucją wydającą dokumenty, a nawet organem rejestrującym blachy do auta w jednym), były zapchane po brzegi od samego rana, podążając za dobrą radą udaliśmy się do oddalonego jakieś 30mil drogi od nas przytulnego miasteczka o uroczej nazwie Fuquay-Varina. Miejscowość malutka, skromniutka, a jej największą atrakcją jest ... sklep z replikami broni ; ) Porady odnośnie lokalizacji okazały się trafne, ponieważ na miejscu stwierdziliśmy z radością, że w urzędzie czeka dużo mniej osób i kolejka idzie całkiem sprawnie. Nie mogę potwierdzić czy wszystkie, ale DMV, które my odwiedziliśmy, były bardzo oldschoolowe - jak to zresztą często bywa w przypadku państwowych urzędów. Niewielkie pomieszczenie mieściło w zasadzie wszystko: punkt rejestracji, poczekalnię, stanowiska do obsługi petentów i komputery do testów teoretycznych. Praktycznie wszystko dzieje się na jednej sali. Jak siadasz w ostatnim rzędzie w poczekalni, zaraz przy komputerach, na których rozwiązuje się testy, to za plecami możesz usłyszeć rozpaczliwe szeptanie w stylu "pssst ey man, help me, I have only one wrong answer left!", obracasz się i widzisz gościa, który nerwowo wierci nogami, a jego czoło perli się bezlitośnie od potu, bo nie ma już szans na pomyłkę a pasek ukończenia testu nawet nie przekroczył połowy. True story :) Oprócz tego, na ścianach wisiały różne znaki drogowe i monitor na którym przedstawiano organizację kolejki, która zresztą nie działała poprawnie więc i tak proszono wszystkich przez głośnik. Pracownicy DMV śmigaja po sali w specjalnych niebieskich uniformach, mają nawet własne urzędowe czapki baseballowe z daszkiem, które były w sumie całkiem spoko. Anyway, od razu rzucają się w oczy i fajnie, nie trzeba szukać ich wzrokiem, oni też Cię nie unikają, udając zapracowanych. Wiecie o co chodzi ... :)


DMV, czyli esencja zwrotu "all in one". Pomiędzy osobami siedzącymi w ostatnim rzędzie "poczekalni" widać monitory, na których zdaje się egzaminy :) Dodatkowo po prawej stronie ponumerowane stanowiska i płachty służące za tło do zdjęć do prawa jazdy. Pani po prawej stronie stoi przy recepcji.



Ok, procedury. Wpadasz do rejestracji i tłumaczysz co Cię sprowadza do DMV. Dostajesz bilecik i czekasz grzecznie na swoją kolejkę. Czas oczekiwania w naszym przypadku wyniósł około 20-25 minut, więc pestka, no bo czymże jest niecałe pół godziny oczekiwania przy tym, jak wpadasz do Urzędu Wojewódzkiego o 5:40 rano i jesteś 45 w kolejce z szacowanym czasem przyjęcia na 5 godzin później... Dodatkowo wystarczy podnieść wzrok przed siebie, uśmiechnąć się do osoby naprzeciwko i gadka murowana :) Czas mija przyjemnie.


Kiedy już usłyszysz swój numerek, stawiasz się przy wskazanym stanowisku, okazujesz swoje dokumenty czyli paszport z wizą, formularz I-94, dwa tzw. "proof of residence" czyli np. rachunki potwierdzające gdzie mieszkasz i gdzie można Cię znaleźć, i ubezpieczenie. Jeżeli pytacie skąd taka zasada to musimy wyjaśnić jedno - prawo jazdy w USA jest traktowane jak dowód osobisty. Gdziekolwiek się nie legitymujesz, zawsze pokazujesz prawo jazdy - na lotniskach, w urzędach, u policjanta, nawet w sklepie kupując alkohol. Jeżeli chcesz kupić los na loterii w automacie stojącym w sklepie to też najpierw skanujesz prawo jazdy. Po zatwierdzeniu dokumentów pracownik prosi o wstanie, zrobienie dwóch kroków wstecz do błękitnej płachty zawieszonej za krzesłami i wykonuje zdjęcie do dokumentów. Nie spodziewaliśmy się sesji zdjęciowej na miejscu, mieliśmy swoje foty w dokumentach, ale to na nic. O ile moja żona wyszła na zdjęciu całkiem dobrze, to ja wyglądam jak typowy hombre przed uliczną robotą :)


To tyle w kwestii poważnego zdjęcia do prawa jazdy. Dobrze, że przynajmniej wąsik jest nico zamazany ... :)))


Po zrobieniu zdjęć czas na egzamin teoretyczny. Zawiera on 25 pytań, z czego możesz odpowiedzieć źle na 5 z nich. W porównaniu z naszym krajowym testem to jak spacerek. Pytania na teście pochodzą z książeczki, którą DMV bezpłatnie udostępnia na swoich stronach. Warto się z nią zapoznać, szczególnie przez wzgląd na techniczne aspekty tutejszego prawa, takie jak wysokość opłat za mandaty, ilość punktów "przyznawanych" za określone wykroczenia, kwestia ograniczeń wiekowych czy okresów na jakie urzędnicy mogą odebrać prawo jazdy. Dla zainteresowanych, na internecie można znaleźć wspomniany "Handbook" oraz kilka testów próbnych, zawierających pytania zadawane później na teście właściwym. Znajdziecie je między innymi na poniższych stronach:


Handbook:


https://www.ncdot.gov/download/dmv/handbooks_ncdl_english.pdf


Testy:


https://www.ncdot.gov/dmv/driver/license/test/

https://driving-tests.org/north-carolina/


Amerykańskie zasady ruchu drogowego mają kilka zasadniczych różnic, ale o tym później. Generalnie bez przygotowania idzie ten test zaliczyć "na czujkę", ale warto jednak przejrzeć chociażby wyżej wymienione zagadnienia. Jak wyskoczy Ci na kompie piękny napis CONGRATULATIONS, wracasz do stanowiska, urzędnik zatwierdza wynik... po czym wstaje, zapina kurteczkę, bierze teczkę pod pachę i zaprasza Cię do Twojego auta. Miałem przyjemność zdawania egzaminu praktycznego z gościem, który na pierwszy rzut oka wyglądał na mega surowego starszego wyjadacza urzędu, ale jak się okazało w wolnym czasie pogrywał na gitarze w jakiejś tam "undergroundowej" kapeli. Skąd wiem? Zanim wsiedliśmy do samochodu zagadałem co nieco w tej sprawie, widząc jego bransolety w czaszki. Jak gość usłyszał, że interesuję się jego hobby, tak zapomniał, że właśnie jest w pracy i egzaminuje obcokrajowca na stanowe prawko. Zaczął opowiadać mi o koncertach, wspieraniu lokalnych ekip, pożyczaniu nagłośnienia, planach na nową płytę itd. I w ten sposób dwukrotnie pominąłem wyznaczoną trasę, bo podczas jazdy gościu ciągle nawijał o swoich zainteresowaniach. Tak czy siak było to bez znaczenia, bo mój egzamin ostatecznie wyglądał tak:


- skręt w prawo

- skręt w prawo

- skręt w lewo

- zawrócenie na "trzy"

- skręt w lewo

- zatrzymanie na światłach i skręt w prawo

- zatrzymanie na stopie, skręt w prawo

- "szalony" wiraż prawo/lewo po zatrzymaniu na stopie

- prawo, prawo, parkowanie i finito.


Ile ? Jakieś 6-7 minut w akompaniamencie opowieści o ostatnich problemach z głośnikami na plenerowym koncercie. Zresztą możecie sami przyjrzeć się trasie przejazdu, którą odwzorowaliśmy przy okazji kolejnych odwiedzin w Fuquay-Varina:



Wróciliśmy z powrotem do DMV. Szanowny pan egzaminator usiadł za komputerem, poklikał trochę w klawisze, po chwili stara maszyna za jego plecami zaczęła wyć i piszczeć jakby miała zaraz wybuchnąć. Mieli, mieli, w końcu jest, coś wypluła. Egzaminator sprawnym ruchem dłoni poskładał dużą kartę w prostokącik o wielkości karty kredytowej, po czym odwrócił się w moją stronę i z szerokim uśmiechem odparł "Congratulations and welcome to North Carolina". I tak oto zostajesz posiadaczem amerykańskiego prawa jazdy w stanie Północna Karolina. Właściwy dokument przychodzi pocztą pod wskazany adres w ciągu 10 dni.



Różnice w ruchu drogowym w USA względem polskich zasad


Na koniec trochę o zasadach ruchu drogowego. Generalnie wygląda to podobnie jak u nas, chociaż Amerykanie czasem się dziwią, że my też jeździmy po prawej stronie i mamy kierownice po lewej stronie... Znajomy opowiadał, że niektórzy twierdzili z absolutnym przekonaniem, że na bank coś musi być inaczej w samochodach z Europy, toć to inny świat! No więc jest podobnie, ale z kilkoma wyjątkami. Pierwsze co nas zaskoczyło to fakt, że na czerwonym świetle możesz skręcać w prawo jeżeli jesteś w stanie bezpiecznie podłączyć się do ruchu. Szczerze mówiąc jest to genialne, szczególnie kiedy jedziesz ulicą podporządkowaną, ruch jest spory, a zielone światło świeci raptem kilka sekund, co w przypadku refleksu tutejszych kierowców oznacza, że przejedzie ten co stoi pierwszy, ewentualnie jeszcze drugi, już "na wariata". Jak pierwsza na światłach stanie "szalona bejbi", która buja całą furą w rytm muzyki i nawija do lusterka machając przy tym rękoma we wszystkie strony świata, to prawdopodobnie w ogóle nikt nie przejedzie :) Inną różnicą jest fakt, że na autostradach można wyprzedzać zarówno z lewej jak i z prawej strony. Na takim I-40, gdzie ruch jest masakryczny, czujesz się czasami jakbyś grał we Froggera na żywo, po lewej i po prawej stronie pędzą fury i trzeba być naprawdę dobrze zorientowanym, jeżeli zamierza się zmienić pas. W gruncie rzeczy czasami przydaje się taka alternatywa, kiedy wewnętrzne pasy są poblokowane. Generalnie mieszkańcy Północnej Karoliny nigdzie się nie spieszą i spora część uczestników ruchu jedzie sporo poniżej dozwolonej prędkości, więc dzięki temu ogólnie można dość płynnie przemieszczać się pomiędzy samochodami, dopóki nie trafi się na blokadę, gdzie kilka aut jedzie równiutko w jednym rzędzie z 20mil poniżej dozwolonej prędkości i nic, Panie, nie zrobisz ;>


W NC obowiązuje także najbardziej zryta zasada ruchu na skrzyżowaniach ze znakami stopu z każdej strony. Generalnie Amerykanie stawiają znaki STOP gdzie popadnie, jest ich pełno jak chwastów na zaniedbanym trawniku. Ale ok, zasada. Otóż wspomniana reguła głosi, że pierwszeństwo przejazdu na takiej krzyżówce ma ten, kto dojechał do niej jako pierwszy. W teorii brzmi to jeszcze jako tako, ale to co się dzieje na takich ulicach czasami wykracza poza granice opanowania. Wyobraźcie sobie ruchliwe miejsce, gdzie do krzyżówki podjeżdżają auta ze wszystkich czterech stron. Wszyscy się zatrzymują i ... czekają. 3 sekundy, 5 sekund, 10 sekund. W końcu jeden samochód podjeżdża metr do przodu, ale w tym samym czasie inny też zdecydował się jechać, więc oboje hamują i znowu czekają. Okej, pierwsi przejechali, ale kolejni niepewnie wjeżdżają na krzyżówkę, bo po zluzowanych stronach ustawiają się kolejne samochody i nie wiadomo który pierwszy dojechał do białej linii. Ta sama procedura po raz kolejny. K*rwa, ja jestem super spokojnym człowiekiem, ale momentami czuję, że wychodzę z siebie. Amerykanie zdają się mieć za kierownicą bardzo dużo czasu i nie uraczysz nerwowego trąbienia z jakiejkolwiek strony. Oni nawet zachęcają się nawzajem aby ktoś ruszył pierwszy, ale też nie wiedzą kto powinien rozpocząć manewr! Tak więc jak ktoś wali w klakson w Północnej Karolinie to na bank imigrant. Polak. Prawdopodobnie będą to ja albo moja żona ; )


No to mamy to amerykańskie prawo jazdy ...


Odpowiadając na pytanie z początku posta - tak zgadza się, prawko w Północnej Karolinie zdaje się raz-dwa, zupełnie jak na filmach. Dla nas super sprawa, bo jednak bolał nieco fakt, że mimo posiadania polskiego prawa jazdy prawie 10 lat i tak musieliśmy tutaj ponownie podchodzić do egzaminów. Podobno jest taka zasada, że jeśli zmienia się adres zamieszkania na inny stan to trzeba ponownie podchodzić do egzaminów ;) No ale OK, nie jesteśmy u siebie, może nas to denerwować, ale zasady to zasady, trzeba było to zaliczyć.


Jak wspomniałem, dla nas super sprawa robić prawko łącznie w pół godzinki, ale patrząc na to co się tutaj czasami dzieje na drogach to wcale nie jesteśmy przekonani, czy ogólnie jest to dobre rozwiązanie. My zdawaliśmy prawko w polskim systemie i byliśmy aktywnymi kierowcami prawie 10 lat, więc parę minut w samochodzie z automatyczną skrzynią biegów to była dla nas pestka i formalność. Ale proszę sobie wyobrazić, że tutaj prawko w ten sam sposób zdają osoby, które dosłownie nie wiedzą, jak się zachowywać za kierownicą. Jak czasami obserwuję z balkonu jak moi sąsiedzi parkują pod blokiem swojego Priusa "na osiem" to mam ochotę zabrać swoje auto do domu, dla bezpieczeństwa. Ten naprawdę powierzchowny proces przyznawania prawa jazdy wychodzi później na ulicach, gdzie czasami trzeba naprawdę uważać, żeby nie narazić na straty własnego auta, nerwów czy po prostu zdrowia. Ludzie boją się podłączać do ruchu nawet jeśli na trzypasmowej drodze widzą tylko jedno auto sunące w ich stronę gdzieś daleko na horyzoncie. Inni hamują tak gwałtownie i tak panicznie, że można pocałować zderzak, jeszcze inni wyjeżdżają z parkingów jak amfibią, a na autostradach bujają się jakoś nerwowo od pasa do pasa i nie wiadomo czy nie zjadą Tobie prosto przed maską lub nie przytula się bokiem do Twojego samochodu. Zresztą jadąc autostradami można dostrzec na poboczach dość sporo stukniętych samochodów, wgniecionych itd., taki standardowy krajobraz. Kilka razy było gorąco, ale - odpukać w niemalowane - póki co udało nam się uniknąć poważniejszych sytuacji.


Whoooops....


Można powiedzieć, że pojęcie niedzielnego kierowcy nabiera w Północnej Karolinie zupełnie nowego wymiaru. Jakoś ten ruch generalnie się odbywa i nie jest tak, że wypadki zdarzają się na każdej ulicy, ale trzeba mieć ultra skupienie na drodze i oczy dookoła głowy, tak dla pewności, że dojedzie się do celu bez problemu. Narzekamy na nasze polskie prawo jazdy, bo jest strasznie ciężkie (i z tym się zgadzamy), ale z drugiej strony jakby to miało wyglądać tak samo jak tutaj, to już sami nie wiemy ;) Jak zawsze, istnieje pewnie jakiś kompromis. W Karolinie Północnej przydałby się jakiś obowiązkowy kurs jazdy dla początkujących i jakaś forma wprowadzania nowych kierowców "na ulicę", tak żeby nie puszczać zupełnych laików na głębokie wody.


Tymczasem cóż, prawko jest, auto jest, trzeba ruszać w Amerykę : ) Do usłyszenia!


449 wyświetlenia1 komentarz
  • Czarny YouTube Ikona

AMERICAN STORIES @ 2018