Happy Birthday, czyli świętujemy pierwszy rok!




Okrągły rok w USA, jak to dziwnie brzmi, jak to szybko minęło... Pamiętam, jak przed wylotem zastanawiałem się czy wytrzymamy tu chociaż kilka miesięcy żeby nie było siary, a tymczasem złapaliśmy flow i oswoiliśmy się na tyle dobrze z tym miejscem, że wszystko jest już takie normalne, że nawet nie wiemy gdzie ucieka nam czas :) Wypadałoby chyba coś z tej okazji chlupnąć, znaczy się opowiedzieć...



ORKA, czyli klasyczne początki


Ten rok można śmiało podsumować hasłem "urządzania się na nowo". Rzuciliśmy swoje dość ułożone, polskie życie, spakowaliśmy się w cztery walizki i ruszyliśmy na podbój wielkiego świata. Swoją drogą interesujące, kiedy okazuje się, że można życie spakować raptem w kilka walizek mimo tego, że chata zawsze wydaje się zawalona po sufit :) Czuliśmy, że trochę wyrywamy nasze młode korzenie zapuszczone we Wrocławiu, że trochę dziwnie jest, bo urządziliśmy się całkiem porządnie a tu nagle trzeba będzie wszystko rzucić w pizdu. Wiedzieliśmy też, że nie będzie łatwo, ale decyzja została podjęta. Zresztą innej decyzji być nie mogło.


Pierwsze miesiące pobytu w Stanach były dość ciężkie. Konieczność przestawienia się na obcy język plus nowa kultura budziły w nas początkowo nieco stresu i chęć ucieczki, ale rzuceni na głęboką wodę nie mieliśmy innego wyjścia jak NAUCZYĆ SIĘ PŁYWAĆ ;) Są rzeczy, które trzeba załatwić zaraz po przybyciu do Ameryki, więc tak naprawdę z miejsca trzeba zacząć działać. I może dobrze, bo na co tu czekać, samo się nie zrobi... Numery SSN, konto bankowe, mieszkanie, telefony, prawo jazdy, samochód itd. wszystko to trzeba było ogarnąć, żeby zapewnić sobie przynajmniej podstawy normalnego funkcjonowania. W międzyczasie mieliśmy różnego rodzaju problemy, które wychodziły dopiero kiedy pojawialiśmy się na miejscu, co dodatkowo obciążało. Nie było więc łatwo, ale brnęliśmy w to i każdego dnia wykonywaliśmy przynajmniej jeden krok do przodu. Nim się obejrzeliśmy było już znacznie lepiej. Obecnie można powiedzieć, że jest bardzo w porządku, a to świadczy jedynie o tym, że odnaleźliśmy się w nowym miejscu.



OH, AMERYKO, is it YOU we're looking for!?



Wybierając się do USA mieliśmy pewne oczekiwania wobec tego miejsca. Oczekiwania te zostały poddane zderzeniu z rzeczywistością i to nie takie łapu capu, tylko potężne p*erdolnięcie. Część z tych oczekiwań nie wytrzymała impaktu, ale część okazała się być taka jaką sobie wyobrażaliśmy, co nas niezmiernie radowało :)


Na początku był lekki zawód, a czasem nawet szok. Napompowana mocno bańka pękła, przywitała nas rzeczywistość. Nie wiem, przed wylotem mieliśmy wrażenie, że wszystko co jest amerykańskie musi być wow, ekstra zajebiste i w ogóle. Okazuje się, że wcale nie. Naszym pierwszym szokiem były fundamenty mieszkań składane z drewnianych konstrukcji. Nie to, żebyśmy o tym nie wiedzieli, ale de facto Północna Karolina jest postrzegana jako obszar zagrożenia huraganowego, a mimo to domy stawia się jak z zapałek. Zaraz po naszym przylocie w USA uderzył rekordowy huragan Irma i mimo, że w NC wiało już o wiele słabiej, to było dziwnie niepokojąco, kiedy momentalnie padał prąd albo jakoś tak zabujało.


Zdziwił nas również standard sprzętu AGD, który w Polsce wychodził z użytku jakieś 10 lat temu. No bo jak można wytłumaczyć fakt, że miesięcznie zużywamy tyle energii ile w Polsce przez ponad pół roku!? Te sprzęty są wielkie, głośne i czasami tak słabe, że ręce opadają. Jak odpala nam się klimatyzator to jakby ktoś włączył chłodzenie na dziale mięsnym w hipermarkecie, poza tym wyje to i szumi jak jakaś turbina.


Inna przerażająca sprawa to niestety opieka zdrowotna. Naprawdę tęsknimy za polską służbą zdrowia, a przynajmniej tą prywatną. Wizyta u lekarza 250$, jedno badanie krwi 150$, nocka w szpitalu 3000$, poród nawet 12000$... Na rogu niektórych ulic stoją porządnie wyglądający, poczciwi ludzie trzymający skrawek pudła, na którym napisane jest, że przez chorobę i pobyt w szpitalu rodzina popłynęła z mieszkaniem, samochodem, oszczędnościami i walczą teraz o to, żeby przetrwać, zapłacić resztę zobowiązań, mieć co zjeść i gdzie się schować nocą. To nie są tylko filmowe sceny, to jest prawdziwe życie w Ameryce i każdy jest na to narażony. Tutaj normalnie strach jest chorować czy cokolwiek robić. Tyle dobrego, że Północna Karolina to ciepły i słoneczny stan bo ludzie raczej są zdrowi, ale takie rzeczy jak złamania czy wypadki samochodowe dzieją się przecież niezależnie od miejsca. Czasami zastanawiamy się, czy warto w ogóle coś robić czy nie lepiej siedzieć w domu bezpiecznie :)


Innym minusem Stanów jest naciągactwo, które ludzie uskuteczniają tu z uśmiechem na twarzy. Z czasem zrozumieliśmy, że to też pewna kwestia kulturowa. My Polacy jesteśmy cholernie podejrzliwi, zawsze "na oriencie", zawsze węszący jakiś spisek albo próbę nikczemnego "wydymania" drugiej osoby, więc przyjeżdżając do Stanów początkowo kipieliśmy ze złości, kiedy ktoś w żywe oczy próbował nam wcisnąć kit. Ale Amerykanie są z natury jacyś tacy łatwowierni, oni nie drążą tematu, nie dopytują o szczegóły, oni wierzą, że skoro ktoś im mówi, że jest tak a nie inaczej, to musi tak być, nawet jeśli nie ma to żadnego sensu. Oni po prostu tacy są i niektórzy wykorzystują to dość perfidnie. Dążymy do tego, że my zauważamy pewne nieścisłości i często musimy tutaj walczyć o swoje, co czasami jest męczące czy stresujące, bo nawet jeśli wytłumaczysz im wszystko jak trzeba i oczywiście jest to tak super logiczne, że bardziej się nie da, to oni i tak będą dalej próbowali przegadać Ci, że nie masz racji. I nawet im oko nie łypnie ;)


No ale nie może być przecież tak źle...



OH AMERYKO, TO JEDNAK TY!



Ameryka to przede wszystkim kraj ludzi pozytywnych i otwartych. Amerykanie zawsze czują się "pretty well", "wouldn't be better", "great", "awesome" itd. Rzadko uraczysz z ich ust słowa narzekania czy niezadowolenia. Nawet jeżeli zdają się być jacyś przybici albo nieco podenerwowani to nie pozwolą na to aby ktoś inny przez to poczuł się podobnie. Przynajmniej w dużej większości i w Północnej Karolinie :) A jeśli zobaczą, że z Tobą jest coś nie tak, szybko zagadają i spróbują pomóc. Mieszkańcy USA potrafią też bez powodu obsypać Cię komplementami, tak po prostu. Czasami jest to aż zawstydzające, ale to zawsze miłe doświadczenie. Amerykanie to także mistrzowie spełniania swoich marzeń. Tutaj żyje się po to, aby czerpać radość garściami i mieć wszystko czego potrzeba do pełni życia. I nie są to jakieś mocno wygórowane potrzeby. Każdy ma inne marzenia i każdy je realizuje, to niesamowite kiedy rozmawiasz z nimi i uświadamiasz sobie ile rzeczy robią Ci ludzie poza pracą i jak bardzo są zadowoleni. Oni są nauczeni wydawać pieniądze, a nie oszczędzać całe życie i być w ciągłym strachu myśląc czy na pewno nam wystarczy "w razie wu". Ma to oczywiście swoje reperkusje w niektórych przypadkach, ale patrząc na te uśmiechnięte, pełne energii twarze trudno nie odnieść wrażenia, że o to właśnie chodzi. Życie powinno mieć jakiś sens. To jest w ogóle temat na osobny wpis, ponieważ momentami ta różnica kulturowa jest miażdżąca...



Uczymy się od Amerykanów podejścia do życia i dobrego nastawienia. Przejmujemy nawyki uśmiechania się do siebie nawzajem, machania do siebie z daleka, życzliwego witania się z innymi, podejmowania luźnych rozmów z nieznajomymi. Uczymy się przede wszystkim tego, że nie jesteśmy cieniem, mgłą, tylko rzeczywiście jesteśmy fizycznie obecni i zauważani. Uwierzcie, to robi mega różnicę :) Samo obcowanie w takim otoczeniu jest swego rodzaju przyjemnością, zakładasz z góry, że interakcja z inną osobą będzie raczej przyjemna. Uczymy się od Amerykanów bycia częścią mniejszych społeczności. Czego byśmy nie robili zawsze stajemy się członkami mini społeczności - czy to z samego faktu mieszkania na określonym osiedlu, czy picia kawy w konkretnym miejscu, zainteresowania piłką nożną czy NBA, samochodami, muzyką, bieganiem itd. Ci ludzie uczą nas czerpania satysfakcji z bycia akceptowanym gdziekolwiek się znajdziemy. "Jesteś wśród nas , jesteś jednym z nas", dosłownie tak to wygląda. Amerykanie też uczą nas, że po pracy jest czas na prywatne życie i ta granica, work-life balance, jest tutaj mocno nakreślona. Szanuj pracę swoją i życie swoje, bo to pierwsze daje Ci pieniądze, które sprawią że to drugie będzie ekstra. Amerykanie rzadko kiedy biorą wolne, oni naprawdę lubią chodzić do tej cholernej roboty, to jest nieprawdopodobne! :)


Nie zwiedziliśmy jeszcze zbyt wielu miejsc, wszystko oczywiście przed nami, ale Nowy Jork, jedno z naszych największych turystycznych marzeń, spełnił wszelkie oczekiwania :) Każdy aspekt z nim związany, klimat, architektura, ludzie, całe to miasto jest jak z dobrego filmu. Można by godzinami o tym rozmawiać, ale najważniejsze jest to, że nie zawiedliśmy się na nim i odnaleźliśmy tam naszą Amerykę z marzeń :) Dzięki Ci, Nowy Jorku, bo to Twoja zasługa, że chcemy zobaczyć resztę tego świata i cieszymy się, że możemy tu być!



MY JUŻ SĄ AMERYKANY... (?)



Jakbyśmy mieli podsumować co w chwili obecnej myślimy o naszym pobycie w Stanach, to na pewno zrobiliśmy ogromny postęp i postawiliśmy kilka solidnych kroków do przodu. Żyje nam się dobrze w Północnej Karolinie, radzimy sobie i cieszymy się, że mieliśmy odwagę podjąć tą decyzję. Jedyne czego życzylibyśmy sobie to rodzina i przyjaciele nieco bliżej, ale ej, do USA leci się raptem kilka godzin :P


Czasami zastanawiamy się jak my mamy teraz wrócić do Polski? Dzięki życiu i pracy w USA wiele rzeczy nagle znalazło się w zasięgu ręki, łatwiej jest udźwignąć koszty życia jak wynajem mieszkania, samochód czy inne, więcej możliwości stało się bardziej realnymi. Pogoda w Północnej Karolinie jest przepiękna i jak pomyślimy sobie o tym umiarkowanym, "trudnym do prognozowania" klimacie w Polsce, to jest nam słabo :) W Ameryce można więcej, możliwości są lepsze, wszystko jest bardziej przystępne, łatwiej jest do czegoś dojść. Po prostu łatwiej się żyje i tyle. No i to jest trochę niepokojące, bo po co wracać, jeżeli rozum podpowiada, że łatwiej nie będzie? Czasami człowiek tęskni, chciałby to wszystko rzucić, ale przecież w Polsce jest dokładnie tak samo, tylko działa na odwrót - człowiek chciałby to wszystko rzucić i wyjechać. Cóż, pożyjemy, zobaczymy.



HAPPY BIRTHDAY TO AMERICAN STORIES!


Urodzinowe ciastko :)


Skoro pierwszy rok był okresem ciężkiej pracy nad urządzeniem się i przyzwyczajeniem do życia w nowej rzeczywistości, to na pierwszy roczek naszego amerykańskiego snu życzymy sobie, żeby następne lata, jeśli będą, obfitowały w fajne przygody i wiele ciekawych doświadczeń. Możemy w końcu spokojnie ruszyć w trasę i zobaczyć, co ciekawego kryje w sobie ten kraj, może uda nam się spełnić mniejsze i większe amerykańskie marzenia, może nauczymy się czegoś nowego, dowiemy się nowych rzeczy, przeżyjemy dobre chwile.


Chcielibyśmy też podziękować Wam za to, że jesteście z nami i pozwalacie nam dzielić się ze sobą tą wyjątkową przygodą. Fajnie móc z Wami przeżywać te chwile i cieszymy się, że dalej będziemy mogli to robić! Jesteśmy Wam bardzo wdzięczni, seriously :)


Dobra, zamykamy oczy, wypowiadamy życzenie, zdmuchujemy świeczkę ... i niech się dzieje ! :) Cheers!

183 wyświetlenia
  • Czarny YouTube Ikona

AMERICAN STORIES @ 2018