Ile kosztuje wizyta u lekarza w USA?


Nie będzie wstępu, walimy prosto z mostu - służba zdrowia w USA to jedna, wielka tragedia... 🙂 Odkąd tu mieszkamy musieliśmy przyzwyczaić się do wielu dziwnych zasad, reguł itd., które z początku przyprawiały nas wręcz o szok, niedowierzanie, a czasami nawet gniew. A kiedy już godziliśmy się z pewnymi anomaliami względem polskich odpowiedników to nagle znikąd atakował nas kolejny absurd i znowu włosy wypadały nam z głowy. O jednym z takich absurdów opowiemy Wam dzisiaj 😉



WITAJ W KRAJU, GDZIE LEPIEJ NIE CHOROWAĆ


Zanim zaczniemy, małe wprowadzenie jak to wygląda. Jeszcze w tym roku każdy musiał być ubezpieczony, chociażby minimalnie. Od przyszłego roku bodajże nie będzie to już wymagane, aczkolwiek nasza firma oferuje ubezpieczenie, z którego de facto warto korzystać, bo kosztuje to dużo mniej niż prywatnie i chroni przed utratą całego dobytku (tak, dosłownie). Za dwie osoby płacimy miesięcznie niecałe 250$ i mamy "najwyższy" pakiet zdrowotny, co i tak nie zwalnia nas z dodatkowych opłat. Ceny za usługi w USA są horrendalnie wysokie, zwykła wizyta potrafi kosztować 300$, a elementarne badanie krwi nawet 600$ 😱Spytaliśmy pewnego razu skąd wzięła się tak wysoka kwota za wizytę, to odpowiedziano nam w stylu:


"Musicie wziąć pod uwagę, że nad Waszą wizytą pracowały osoby, z którymi nawet się nie spotkaliście - np. ktoś musiał dostarczyć dokumenty do doktora, ktoś musiał je skompletować w aktach itd." - WHAT THE F*CK ?! 🤬

Ok, dalej. Mając ubezpieczenie zdrowotne przechodzicie przez 3 etapy płatności w ciągu roku:


- na początku płacicie za wszystko sami, z własnej kieszeni, dopóki nie osiągniecie tzw. "Deductible"

- kiedy przekroczycie wydatkami kwotę, która kwalifikuje się jako "Deductible", od tej pory część Waszych wydatków pokrywa ubezpieczyciel (zwykle ok. 60% ceny za wizytę/badanie) i trwa to aż nie osiągnięcie tzw. "Out of Pocket"

- kiedy Wasze wydatki wchodzą na pułap "Out of Pocket" to ubezpieczyciel pokrywa nawet 90% ceny za wizytę/badanie.


Jeżeli powyższe nie jest zbyt zrozumiałe, nie martwcie się tym teraz, obiecujemy, że wkrótce napiszemy osobny, szczegółowy post na temat ubezpieczenia zdrowotnego, które mamy tutaj w NC.


Najgorszy w obecnym tu systemie jest fakt, że nigdy, NIGDY nie wiecie przed wizytą ile zapłacicie za konkretną usługę. Wszystko odbywa się na szacunkach. Mówiąc inaczej możesz mniej więcej dowiedzieć się ile kosztuje dana usługa oraz ile to może kosztować z ubezpieczeniem, ale zwykle te liczby w ogóle się ze sobą nie pokrywają, ponieważ prawdopodobnie do wyceny wykorzystywane są uśrednione wartości najlepszych i najgorszych typów ubezpieczeń. Ceny za usługi, tak jak wspomniałem, są z kosmosu, więc wszystko wygląda jak jeden wielki bigos. Mam nadzieję, że poniższy przykład wytłumaczy to nieco jaśniej.



HISTORIA PEWNEJ WIZYTY



Było to pierwsze spotkanie z lekarzem w nowej placówce, rejestracja i konsultacja wstępna. Oczywiście zero informacji na temat kosztów, dowiesz się po paru dniach jak wpadnie rachunek. No nic, trudno. Wizyta trwała około 40minut i skasowali za nią... 350$! Po pierwszym ataku gorąca przyszło uspokojenie, że przecież ubezpieczenie musi coś pokryć. Zanim dostaliśmy informacje od naszego ubezpieczyciela, z konta zabrano nam już 250$ jako pokrycie kosztów wizyty minus pokrycie z ubezpieczalni. Nie byliśmy wtedy świadomi jak dokładnie to działa, więc pomyśleliśmy trudno, 250$ poszło w plecy, bywa, następne wizyty powinny być już tańsze. Zapomnieliśmy o tym na jakiś czas, ale pewnego dnia przeglądaliśmy swoje rachunki na stronie ubezpieczyciela i wbiliśmy się w szok, bo według ich obliczeń powinniśmy za tą wizytę zapłacić 113$, bo reszta została przez nich pokryta. Szybki rzut oka na konto - dalej wisi -250$! No to raz dwa łapiemy za telefon i dzwonimy, a tam... automatyczna sekretarka z kilkoma opcjami do wyboru. Oprócz jednej opcji - rejestracji nowych pacjentów, każda inna możliwość odsyłała na stronę internetową placówki z prośbą o kontakt mailowy. No to w głowie już zagotowani, myślimy sobie pięknie, zostaliśmy wyciśnięci z dolarów jak dojrzałe cytrynki... Ok, ale napisaliśmy maila, przedstawiliśmy sytuację (mijał jakoś miesiąc od wizyty) i pytamy co teraz. I po paru dniach dostaliśmy odpowiedź:


"Witajcie! Oh tak, rzeczywiście zgadza się, należy się Państwu zwrot kosztów, proszę podać numer karty na który przelejemy pieniądze, dziękujemy za kontakt"

Ręce nam opadły... Było już dawno po wizycie, dawno nasz ubezpieczyciel skontaktował się z ich firmą i dawno potwierdził ile z tej wizyty pokryje. Tymczasem nie dostaliśmy od nich żadnej odpowiedzi i żadnego zwrotu w międzyczasie. Dopiero jak się upomnieliśmy o pieniądze to je oddali, oczywiście mówiąc przy tym "no problem, we'll do it as soon as possible, you are very important" itd. Straszni krętacze i straszni oszukańcy, zastanawialiśmy się ile osób macha ręką na to i nie sprawdza faktycznych rachunków...



DOCENIAMY CO MIELIŚMY


Nie ma łatwo z tymi lekarzami tutaj, trzeba uważać na każdym kroku. Trzeba dbać o swoje i upominać się bez przerwy, bo inaczej wykorzystają to przeciwko Wam bez cienia zażenowania czy wątpliwości. To jest naszym zdaniem ciemna strona Stanów. Każda wizyta u lekarza to jak loteria, zastanawiacie się ile tym razem Wam zabiorą. Amerykanie z tego względu rzadko chodzą do lekarza, wolą chorować i pić sok pomarańczowy aniżeli udać się na wizytę. Całe biuro charczy i rzęzi jak stare samochody, od kiedy przyszła jesień 😱 Ale każdy siedzi w robocie, bo na myśl o rachunku za wizytę pewnie czują się nagle jakoś bardziej zdrowi... Rachunki rujnują niektórym życie. Krążą różne opowieści, jak na przykład takie, że bardzo sympatyczna rodzina wylądowała na bruku bez domu i pieniędzy po tym jak żona ciężko zachorowała i spędziła kilka tygodni w szpitalu. Sami widzieliśmy poczciwych, normalnych ludzi na skrzyżowaniach trzymających kartonowe makiety, na których napisane było, że pobyt w szpitalu zabrał ludziom wszystkie oszczędności życia. To się dzieje tutaj naprawdę. Wyobraźcie sobie, że koszt pobytu jeden dzień w szpitalu może wynieść nawet 3000$, tak, trzy tysiące... Posiadanie minimalnego ubezpieczenia to jak zabawa zapałkami w hali wypełnionej łatwopalnym gazem. Opowiemy Wam ze szczegółami jakie kwoty widnieją w naszym ubezpieczeniu kiedy skleimy kolejnego posta. Tęsknimy za tym, co mieliśmy w Polsce, w prywatnej służbie zdrowia. Wystarczyło wejść na stronę, zarezerwować wizytę, wpaść do lekarza, dostać z biegu 5 różnych badań i zrobić je nawet tego samego dnia. Tutaj - dla przykładu - jakby podejrzewano u Was kamienie nerkowe to prawdopodobnie zbadano by Wam tylko jedną nerkę sugerując, że skoro ta jest ok to druga na pewno też będzie w porządku. Serio, to są realia... Nie chodzi o to, że to wszystko jest tak drogie i w ogóle, lekarze są w porządku, mają wiedzę i starają się pomóc, po prostu ten cały system jest tragiczny. Kiedy z początku mieliśmy podstawowe ubezpieczenie to baliśmy się wyjść z domu, żeby nie zrobić sobie czasem krzywdy, bo byśmy nie udźwignęli kosztów jakie musielibyśmy ponosić... Teraz jest nieco lepiej, ale zaraz kończy się rok i znowu wszystko się wyzeruje i znowu płacenie od nowa 😉


No nic, to tyle historii na dziś! Puenta z opowieści jest taka, że w kwestii służby zdrowia Ameryki w Ameryce niestety nie ma 😉 Warto o tym pamiętać.

1,103 wyświetlenia2 komentarz
  • Czarny YouTube Ikona

AMERICAN STORIES @ 2018