Korpo life - USA vs Polska vol. 1


Ze mną to jest tak - niby zostałem transferowany wewnętrznie z jednego oddziału firmy do drugiego, ale tak naprawdę nie oznaczało to dla mnie, że nic się w pracy nie zmieni. Zmieniło się WIELE i nie chodzi tylko o to, że ten sam "chleb" robimy w nieco inny sposób chociaż efekt jest ten sam, ale całe środowisko wygląda inaczej. Mówiąc wprost znalazłem się w zupełnie innym świecie - w świecie amerykańskiej korporacji 😎


Korporacje w USA są ogólnie starym tworem. Zdaje się, że chyba cała ta korporacyjna kultura zaczęła się właśnie tutaj, bo to w Stanach powstawały pierwsze potężne przedsiębiorstwa zatrudniające tysiące pracowników. Zresztą czasami mam wrażenie, że wszystko w Ameryce działa jak korporacja, wszędzie tworzą się podobne struktury, podział obowiązków, procesowe podejście itd. W Cary dookoła nas stoją same biura i cały Research Triangle Park to jedno wielkie zagłębie korpo. Amerykanie umiejo w te klocki... 😉



Zauważam pewne różnice pomiędzy polskimi korporacjami a tymi z USA. To co rzuca się w oczy na dzień dobry to wiek pracowników. W Polsce struktury korpo zasilają przeważnie młodzi, głodni dynamicznej pracy ludzie, którzy szukają dobrych zarobków i ciekawych benefitów, inaczej mówiąc dobre sianko na jakiś lepszy samochód, fajne mieszkanko, a do tego multisporty, karneciki, prywatna opieka zdrowotna, plany inwestycyjne i inne takie duperele. W moim biurze w Polsce ciężko było znaleźć kogoś po 40tce, chyba że na zaawansowanych stanowiskach kierowniczych czy dyrektorskich. W USA jest inaczej - na open space siedzą z Tobą ludzie będący w wieku naszych rodziców, ludzie po 50tce a nawet tacy "na chwilę" przed emeryturą. Przychodzą w tych swoich klasycznych tenisowych adidasach aka "załóż je do grilla", kraciastej koszuli wciśniętej w jeansy, ze skórzaną torbą na ramieniu 😉 Różnica pokoleń jest tutaj mega, w jednym zespole może siedzieć osoba świeżo po studiach i gościu który lada moment spocznie na laurach i do końca życia będzie w spokoju oglądać mecze futbolowe popijając zimnego Bud Lighta. I oboje robią to samo 😃 Widok tych ludzi w biurze był dla mnie z początku nienormalny, po prostu nie byłem przyzwyczajony do tego, nie kojarzyłem korporacji z takich widoków. Było to nawet dość dziwne, jakoś nie mogłem się odnaleźć w tej rzeczywistości. O czym tu gadać z tymi ludźmi? Jak z nimi znaleźć wspólny język? Na szczęście Amerykanie są w porządku i istnieje sporo wspólnych tematów, na bazie których można formować dobre relacje, ale fakt jest taki, że ta różnica między firmami w USA i Polsce jest uderzająca.


Nieco inaczej wyglądają tez biura i open space. Tutaj gdzie jestem każdy ma swoje biurko narożne otoczone ze wszystkich stron ściankami o wysokości +/- 1,5 metra, więc ludzie mają swoją "prywatną zonę" w pracy, w której można się schować i klepać swoją robotę. Ma to swoje oczywiste zalety - jak nie chcesz z nikim gadać, a musisz być w robocie, to wpadasz do swojego kącika, zakładasz słuchawy i brniesz przez dzień. Poza tym doskonale widać tutaj to amerykańskie eksponowanie własnego JA - znacie to pewnie z filmów - dookoła monitora wiszą zdjęcia dzieci, mężów, żon, wnuków, dyplomy, jakieś fotografie, hasła religijne, nazwy organizacji, pamiątki ukończenia szkoły czy jakieś medale z zawodów itd. Jedno wielkie zbiorowisko, ale oni to kochają, kochają pokazywać innym kim są i co się dla nich liczy 😉 Pewnie i z tego względu biura wyglądają tak a nie inaczej, chociaż widać powoli nadchodzące zmiany. Tak czy siak w USA zwykle siedzisz sobie w swoim "boxie", masz sporo prywatności i możesz w spokoju pracować cały dzień. Czasami jest tak, że nawet nie wiem, czy ktoś jest w pracy czy nie 😉 W Polsce mieliśmy równoległe rzędy komputerów, gdzie siadało się zaraz przy sobie i pracowało w mniej prywatnych warunkach, więc doceniam swoje 3m2 powierzchni biurowej 😃



Kolejną różnicą - przynajmniej u nas w biuzre - jest ogólne zachowanie ludzi na open space. W Polsce przestrzeń w biurze to był jeden wielki festyn, ludzie ze sobą rozmawiali, było dosyć gwarno, całe teamy wychodziły razem po kawę/herbatę, na "dymka" czy przerwy. Dużo się ze sobą integrowało, jak była potrzeba załatwienia sprawy to wstawało się od biurka i szło do danej osoby pogadać. I wiecie co? Brakuje mi tego czasem w USA... Z początku myślałem, że trafię w jeszcze większe szaleństwo, a tymczasem w biurze jest ... cicho! Jedyne co słychać to chodzące non stop klimatyzatory. Byłem szczerze zdziwiony po pierwszych dniach w pracy, zastanawiałem się jak to możliwe? Amerykanie, Ci super fancy cool otwarci i gadatliwi osobnicy pracują w takiej ciszy?! To było naprawdę niespodziewane. Później następował kolejny szok - wszystko czego ode mnie chcieli ludzie z mojego zespołu ... pisali mi to na komunikatorze! Nawet jeśli siedzieli obok mnie! To było tak nienormalne dla mnie, że w sumie nie wiedziałem co robić i wstawałem jak idiota żeby porozmawiać. Po kilku razach przestałem widząc, że rozmówcy nie byli do końca zadowoleni, że przerywałem ciszę w ich "prywatnym sektorze" 😂Teraz nawet nie spojrzę za siebie... 😂 No i tak wszelkie śmieszki i heheszki dzieją się głównie na ekranie komputera, słychać tylko klimatyzator i klikanie w klawiatury. Oczywiście nie jest to 100% trend, bo ludzie gdzieś tam spotykają się i rozmawiają ze sobą, ale w porównaniu z Polską to jest niebo a ziemia.


Cóż, korpo korpo nierówne, jak to mówią 😉 Są rzeczy które lubię tutaj w Stanach, ale są też takie, za którymi tęsknie. Z czasem człowiek przyzwyczaja się do nowych standardów i jakoś to potem leci, jest po prostu... inaczej. Pamiętajcie tylko, że istnieją różnice, które mogą Was nieźle zdziwić, szczególnie jeśli tak jak ja zaczynaliście przygodę w korporacjach pośród młodych współpracowników 😉


0 wyświetlenia
  • Czarny YouTube Ikona

AMERICAN STORIES @ 2018