top of page

Kryzys prezydentury Donalda Trumpa. Czy to koniec jego kadencji?

  • 6 godzin temu
  • 9 minut(y) czytania
donald trump prezydent USA

Jeszcze kilkanaście miesięcy temu druga prezydentura Donalda Trumpa wyglądała jak prawdziwa polityczna ofensywa prowadzona według skrupulatnie przygotowanego planu. Pierwsze miesiące jego powrotu do Białego Domu przyniosły lawinę decyzji dotyczących granicy, deportacji, ceł, podatków, administracji federalnej, przemysłu i polityki zagranicznej. Trump sprawiał wrażenie człowieka, który po ośmiu latach od pierwszego zwycięstwa i po odrobieniu lekcji z pierwszej kadencji dokładnie wie, czego chce i nie zamierza tracić czasu. Jego administracja pracowała w zawrotnym tempie, a sam prezydent regularnie ogłaszał kolejne polityczne sukcesy. Zdawało się, że rzeczywiście - pod względem realizacji założeń z kampanii - może to być jedna z najbardziej konsekwentnych kadencji od wielu lat. Jego wyborcy byli zachwyceni, ba - Trump swoją postawą przekonywał nawet tych, którzy delikatnie sympatyzowali z drugą stroną politycznej sceny.


I umówmy się, to był czas kiedy Ameryka - po kilku poprzednich latach pełnych chaosu i szarpanej polityki - potrzebowała zmian i konkretnego planu na odzyskanie dawnego blasku. A przynajmniej na zatrzymanie szalejącej drożyzny i problemów ekonomicznych. Trump zdawał się być gotowy na to wyzwanie. Zresztą, to nie jest osobista opinia, bo de facto wybory prezydenckie wygrał zdecydowaną przewagą, nawet tam gdzie konserwatyzm nie jest wcale aż tak popularny, a przynajmniej nie dominujący.


Dziś ten obraz wygląda inaczej. Część decyzji wzbudza kontrowersje, a niektóre z nich uznawane za kardynalne błędy. Na forum publicznym zrobiło się gorąco do tego stopnia, że nawet przyjazny Trumpowi obóz Republikanów miewa wątpliwości, a wspólny front posypał się lekko po tym jak sojusznicy zaczęli kwestionować jego decyzje.


Pytanie, które jeszcze niedawno wydawałoby się przesadzone, zaczyna więc brzmieć całkiem poważnie: czy druga kadencja Donalda Trumpa właśnie weszła w swój krytyczny moment?



Przełom w Butler i odmieniony Trump


zamach na Donalda Trumpa w Butler Pensylwania

Żeby zrozumieć skalę tej zmiany, trzeba cofnąć się do kampanii wyborczej w 2024 roku, a szczególnie do 13 lipca i zamachu w Butler w Pensylwanii. Wystrzelone w jego stronę pociski o centymetry minęły głowę, a jeden z nich ranił go w ucho. Obraz zakrwawionego Trumpa unoszącego pięść nad agentami Secret Service przeszedł już do historii amerykańskiej polityki. Kiedy większość Amerykanów wstrzymała na moment oddech i zaczęła zastanawiać się dokąd zmierza ich ukochany kraj (oprócz tych, którzy oznajmiali swoje rozczarowanie nieudanym zamachem) można było odnieść wrażenie, że coś się zmieniło w przestrzeni, a samo doświadczenie z tamtego dnia zmieniło również Trumpa.


Trump z końcówki kampanii coraz częściej prezentował się nie tylko jako polityczny wojownik, ale również jako człowiek z konkretną misją. Jego przekaz był prosty: zabezpieczyć granicę, zakończyć długie wojny, odbudować przemysł, obniżyć koszty życia i pozostawić Amerykę silniejszą gospodarczo oraz militarnie - konkretnie i bez farmazonów. Przed drugą kadencją pojawiał się jeszcze jeden interesujący argument, mianowicie dla 78-letniego wówczas Trumpa druga kadencja mogła być ostatnią okazją, by zbudować polityczne dziedzictwo, z którym zapisze się w historii. Pomimo wielu wzlotów i upadków istniała realna szansa na to, aby zamknąć swoją historię w dobrym tonie.


Jego postawa z tamtego okresu była godna prezydenta Stanów Zjednoczonych. Po tym jak próbowano go oczernić, potem wsadzić do więzienia, a na końcu nawet zabić, zdawało się, że Trump przeszedł przemianę, która objawiała się pewnością siebie, wewnętrznym spokojem i gotowością do realizacji planów zgodnie z mandatem, jaki przyznali mu Amerykanie. Była nadzieja na konkretne zmiany w Ameryce.


I tak też wyglądały początki drugiej kadencji.



Gaz do dechy


zaprzysiężenie Donalda Trumpa na drugą kadencję prezydenta USA

Po powrocie do Białego Domu tempo działań rzeczywiście było zawrotne. Założenia z czasów kampanii prezydenckiej realizowano w błyskawicznym tempie. Oczywiście wśród decyzji były również te kontrowersyjne i ich ocena zależna była mocno od osobistych preferencji politycznych, ale administracja zdawała się robić dokładnie to co zapowiadała i na co dostali mandat od obywateli.


Patrząc na to z szerszej perspektywy można powiedzieć, że z punktu widzenia realizacji celów politycznych Trump i partia Republikanów odnosili regularne sukcesy. Administracja chwaliła się postępami w deportacjach, rekordowo niską nielegalną imigracją, zamkniętymi granicami, zyskami z taryf, spadającymi cenami za energię i paliwo, najniższą od lat inflacją, rekordowymi notowaniami giełd czy wielomiliardowymi inwestycjami, co do których miały zobligować się największe korporacje świata. Nie zapominajmy także o wprowadzonych nieco później TrumpRx czy Trump Accounts, które są sensownymi i przydatnymi obywatelom rozwiązaniami. Do tego jeszcze istotne z punktu widzenia interesu Stanów Zjednoczonych międzynarodowe sukcesy, takie jak załatwienie problemu Kanału Panamskiego, czy spektakularna akcja schwytania dyktatora Nicolasa Maduro podczas misji w Wenezueli, a tym samym przejęcie kontroli nad rezerwami ropy w kraju. Pomijam oczywiście osobiste przekonania na temat słuszności tych czy innych decyzji, ale z perspektywy realizacji założeń widać było postęp i ogromną determinację.


W pierwszych miesiącach swojej drugiej kadencji Trump mógł poczuć, że rzeczywiście wygrywa na niemal każdej płaszczyźnie i jego plan jest mocny. Kierunek działań był czytelny i zgodny z preferencjami wyborców: granica, deregulacja, przemysł, energia, podatki, handel, ograniczenie kosztów leków i próba zmiany relacji gospodarczych z resztą świata z naciskiem na interes USA zgodnie z ideą "America First". Trump wyglądał na polityka, który chce maksymalnie wykorzystać każdą godzinę swojej ostatniej kadencji.


A potem przyszedł Iran...



Decyzja, która zmieniła wszystko


donald trump prezydent USA

Mało kto ma dziś wątpliwości, że z politycznego punktu widzenia wojna z Iranem może okazać się największym błędem drugiej kadencji Donalda Trumpa.


28 lutego 2026 roku Stany Zjednoczone i Izrael rozpoczęły ogromną operację wojskową przeciwko Iranowi. W pierwszych uderzeniach zginął najwyższy przywódca Iranu ajatollah Ali Chamenei oraz wielu najważniejszych przedstawicieli irańskiego aparatu wojskowego. Trump argumentował, że celem jest uniemożliwienie Iranowi zdobycia broni nuklearnej, zniszczenie programu rakietowego i ograniczenie możliwości wspierania organizacji zbrojnych w regionie. Jednocześnie wezwał Irańczyków do obalenia własnego rządu, który konsekwentnie nazywał reżimem.


To miała być kolejna operacja militarna zakończona spektakularnym sukcesem. Zapowiadano błyskawiczne rezultaty i nową rzeczywistość - pokój na Bliskim Wschodzie, dzięki czemu Stany Zjednoczone mogłyby finalnie wycofać swoje wojska z regionu i skupić się na innych celach politycznych.


Z tym, że koniec operacji nigdy nie nadszedł, a sytuacja wymknęła się spod kontroli...


Początkowo administracja mówiła o operacji liczonej w tygodniach. 3 marca Trump mówił, że kampania była planowana na około cztery–pięć tygodni, choć dopuszczał możliwość jej przedłużenia. Pojawiały się kolejno hasła o likwidacji zagrożenia nuklearnego, zniszczeniu marynarki i programu rakietowego, zmianie reżimu, wymuszeniu kapitulacji i ostatecznie o negocjacjach pokojowych. Za każdym razem cel nadrzędny ulegał zmianie, a w mediach i wśród opinii publicznej zaczęło pojawiać się skonsternowanie.


Ciężko powiedzieć czy nikt się tego nie spodziewał, ale Iran nie złożył broni i nie skapitulował. Teheran konsekwentnie odpowiadał atakami rakietowymi nie tylko na cele amerykańskie, ale również na strategiczne cele na terenach państw sąsiednich, które stanęły po stronie Ameryki. Jakiś czas potem doszło do blokady Cieśniny Ormuz, wokół której skoncentrował się cały konflikt. Zablokowanie jednego z najważniejszych energetycznych szlaków handlowych odbiło się negatywnie na niemal całym świecie, co powoli budowało coraz większą presję i generowało coraz więcej pytań na temat zasadności ataku na Iran, a także co do tego czy USA rzeczywiście kontrolują sytuację.


Pół roku później konflikt nie przypomina zwycięskiej, krótkiej operacji, lecz wyniszczającą wojnę na przeczekanie. Reuters opisuje ją dziś wręcz jako rodzaj "energetycznej wojny okopowej". Irański eksport ropy został zduszony, ale reżim przetrwał. Jednocześnie przepływ ropy i LNG przez Ormuz pozostaje dramatycznie ograniczony, ceny energii wzrosły, a konflikt zaczął uderzać bezpośrednio w portfele nie tylko Amerykanów, ale też wielu innych krajów na świecie.


I właśnie tu znajduje się polityczna pułapka Trumpa. Wycofanie się bez realizacji pierwotnych celów może wyglądać jak porażka. Eskalacja grozi jeszcze większymi kosztami, ofiarami i nieprzewidywalnymi konsekwencjami. Pozostawienie sytuacji w obecnym stanie oznacza natomiast ciągnącą się miesiącami wojnę - dokładnie taki rodzaj konfliktu, którego Trump przez lata obiecywał Amerykanom unikać.


To wszystko zaczęło sprawiać, że coś powoli pękało w głowie Trumpa.



Wewnętrzny konflikt Republikanów


donald trump prezydent USA

Nie da się nie zauważyć, że w ostatnich tygodniach Trump stał się znacznie bardziej nerwowy wobec krytyki - także tej płynącej z prawej strony. Prezydent absolutnie nie zamierza przyznawać, że w konflikcie z Iranem nie wszystko poszło po myśli Stanów Zjednoczonych, nawet jeśli obecna sytuacja zupełnie nie odpowiada początkowym deklaracjom i planom, a kilkutygodniowy konflikt zamienił się w wielomiesięczną bitwę, której końca nie widać.


Najbardziej spektakularnym przykładem był konflikt z Tuckerem Carlsonem. Carlson, jeden z najważniejszych medialnych sojuszników Trumpa w kampanii 2024 roku, stał się jednym z najbardziej zdecydowanych przeciwników wojny z Iranem. Z czasem poszedł jeszcze dalej, deklarując, że nie zamierza już wspierać Partii Republikańskiej w wyborach 2026.


Trump odpowiedział w swoim charakterystycznym stylu. W kwietniu zaatakował nie tylko Carlsona, ale również innych dotychczasowych zwolenników jego prezydentury, takich jak Megyn Kelly, Candace Owens i Alexa Jonesa, nazywając ich m.in. „przegrywami”, kwestionując ich inteligencję czy nawet urodę i sugerując, że krytykują go wyłącznie po to, aby zdobyć rozgłos. Wszystkich łączyło jedno: byli częścią szeroko rozumianego prawicowego ekosystemu medialnego i sprzeciwiali się eskalacji w Iranie czy wciągania Stanów Zjednoczonych w kolejne, wieloletnie konflikty. Konserwatywni obserwatorzy polityki wytykali Trumpowi fakt, że podczas kampanii straszył wręcz, że kolejna kadencja Demokratów w Białym Domu zakończy się wojną z Iranem i że obiecywał Amerykanom, że nie będzie już "żadnych nowych wojen".


Do tego dochodziły konflikty z politykami własnej partii. Thomas Massie, republikański kongresmen i jeden z najgłośniejszych przeciwników wojny, stał się celem politycznej kampanii Trumpa i ostatecznie przegrał prawybory z kandydatem popieranym przez prezydenta. Trump starł się także z dawną wierną sojuszniczką Marjorie Taylor Greene, której spór z prezydentem rozpoczął się wcześniej m.in. wokół akt Epsteina, ale później został jeszcze pogłębiony przez Iran.


Gdy republikańscy senatorowie Susan Collins, Bill Cassidy, Lisa Murkowski i Rand Paul poparli ograniczenie możliwości dalszego prowadzenia wojny bez zgody Kongresu, również stali się przedmiotem jego gniewu.


Coraz gwałtowniejsze reakcje na krytykę, personalne ataki na dotychczasowych sojuszników, ostre starcia z dziennikarzami i jednoczesne przekonywanie opinii publicznej, że wszystko idzie dokładnie zgodnie z planem zaczęło zostawiać ślad na wizerunku Trumpa. Po image'u kandydata na prezydenta z 2024 roku nie pozostało już zbyt wiele. Do tego jeszcze pojawiły się informacje o sprzedaży dostępu do własnych postów w social media za ogromne sumy pieniędzy czy handlowanie akcjami firm energetycznych podczas prowadzenia działań w Iranie, szczególnie w kontekście Cieśniny Ormuz i blokady szlaku energetycznego, co wywołało falę oburzenia i oskarżenia o celowe działania na rzecz uzyskania korzyści majątkowych.


Problem polega na tym, że im bardziej Trump jest nerwowy i brnie w swoje przekonania, tym gorzej wyglądają jego notowania. Coraz trudniej jest mu bronić własnych opinii na temat sytuacji w Iranie i tego czy jest to kampania prowadzona zgodnie z założeniami, nad którą USA mają pełną kontrolę. W trakcie trwania konfliktu wielokrotnie zmieniano daty zawieszenia broni czy podpisania ostatecznej umowy, która miałaby zakończyć ten rozdział na dobre. Raz przekazywano, że celem operacji jest obalenie reżimu, później zapewniano, że zmiana władzy nie była nigdy celem. Raz stwierdzono, że możliwości nuklearne Iranu zostały całkowicie zniszczone, póxniej twierdzono, że Iran grozi światu atakiem nuklearnym. Wiele konfliktowych oświadczeń i pogmatwana narracja, która z każdym tygodniem mniej trzymała się całości. Teraz pojawiają się również pytania o rezerwy broni, które mają być istotnie zredukowane przez przeciągające się działania militarne - na te pytania prezydent również reaguje nerwowo. Wszystko wygląda tak, jakby jeszcze wierzono, że uda się odwrócić losy konfliktu w Iranie i opuścić tereny Zatoki Perskiej z narracją zwycięstwa.


W najnowszym badaniu Reuters/Ipsos poparcie dla pracy Trumpa wynosi zaledwie 33% i są to rekordowo niskie notowania. Amerykańską operację militarną przeciwko Iranowi popiera już tylko 31% respondentów. Nawet wśród Republikanów poparcie dla wojny spadło z 77% do 69%. Aż 83% badanych uważa, że konflikt będzie trwał jeszcze długo.



Czy to może być koniec Donalda Trumpa?


donald trump prezydent USA

To wciąż zbyt pochopna opinia, aczkolwiek pewne jest, że jego polityczny image przyjął mocny cios, który zachwiał pewnością w jego działania, co z kolei tworzy problemy dla przedstawicieli partii Republikanów, którzy nadal popierają prezydenta.


Listopadowe wybory midterms mogą być decydujące dla Trumpa. Do tej pory Republikanie kontrolowali zarówno Kongres, jak i Senat, dzięki czemu wiele planów udało się zrealizować bez istotnych utrudnień. Jeżeli sytuacja ta ulegnie zmianie, pozostała część kadencji może być już niezwykle trudna pod kątem realizacji celów, a co za tym idzie Stany Zjednoczone znowu mogą znaleźć się w impasie.


Warto jednak pamiętać, że Donald Trump wielokrotnie znajdował się w sytuacjach, w których polityczni komentatorzy ogłaszali jego koniec. Przegrał wybory w 2020 roku. Przeszedł dwa impeachmenty, mierzył się z procesami karnymi, potencjalnym więzieniem, próbami usunięcia go z kart wyborczych i zamachem na swoje życie. A mimo tego w styczniu 2025 roku ponownie wszedł do Białego Domu. Przekreślanie go na trzy miesiące przed midterms byłoby więc równie nierozsądne jak uznawanie jego politycznej dominacji za wieczną. Pewne jest jedynie to, że jego kadencja niewątpliwie znalazła się na zakręcie i być może będzie to koniec swobody jaką do tej pory miał prezydent. Czy uda się go przedwcześnie usunąć z urzędu? Ciężko jest uwierzyć w taki scenariusz.



Co dalej?


Trump wracał do Białego Domu jako człowiek obiecujący koniec chaosu na granicy, odbudowę amerykańskiego przemysłu, niższe ceny i - co szczególnie ważne - brak kolejnych wieloletnich wojen. Pierwszy rok jego prezydentury dawał jego zwolennikom wiele argumentów, by uwierzyć, że ten plan rzeczywiście jest realizowany.


Dziś ten obraz coraz mocniej przesłania Iran. Prezydent, który chciał przejść do historii jako ten, który zakończył wojny, sam został uwikłany w konflikt bez wyraźnego zakończenia. Prezydent, który obiecywał niższe ceny, musi tłumaczyć Amerykanom rosnące koszty energii. Polityk, który stworzył niezwykle szeroką prawicową koalicję, prowadzi dziś publiczne wojny z dawnymi republikańskimi sojusznikami i częścią ruchu America First.


Najbliższe miesiące pokażą więc znacznie więcej niż tylko to, kto będzie kontrolował Kongres.

Pokażą, czy Donald Trump potrafi jeszcze raz zrobić to, co przez dekadę robił najlepiej i wydostać się z politycznych kłopotów, które wydają się nie do pokonania.


A może tym razem największym przeciwnikiem Donalda Trumpa nie będą Demokraci, media ani waszyngtoński establishment. Może będzie nim jego własna druga kadencja.

Komentarze


SUBSKRYPCJA

Wypełnij poniższą formę i bądź z nami na bieżąco!

AMERICAN STORIES
est 2018

  • X
  • Facebook
  • Instagram
bottom of page